Przypowieść o synu marnotrawnym | WIDEOKONFERENCJA [#28]
Słuchaj jako podcast
Pobierz MP3Przypowieść o synu marnotrawnym – co mówi nam o Bogu i o nas samych?
Jedna z najbardziej znanych historii biblijnych kryje w sobie znacznie więcej niż opowieść o zbłąkanym młodzieńcu. Webinarium poświęcone przypowieści o synu marnotrawnym (Ewangelia Łukasza 15:11–32) to zaproszenie do głębszego spotkania z Bogiem – takim, jakim ukazuje Go sam Jezus Chrystus.
Co omawia to nagranie?
- Treść i kontekst przypowieści – pełne odczytanie tekstu biblijnego z Ewangelii Łukasza 15 oraz jego osadzenie w szerszym kontekście rozdziału, obejmującego również przypowieść o zagubionej owcy i zgubionym srebrnym groszu
- Klucz do symboli – kim jest ojciec, kim młodszy syn, a kim starszy? Prowadzący szczegółowo omawia, co oznaczają poszczególne postacie: Bóg jako kochający Ojciec, celnicy i grzesznicy jako młodszy syn, faryzeusze i uczeni w Piśmie jako syn starszy
- Obraz Boga pełen miłości – jak ta przypowieść obala wyobrażenie o Bogu zimnym i odległym, ukazując Go jako Ojca, który wybiega naprzeciw powracającemu dziecku
- Lekcja dla każdego z nas – czy jesteś bliżej młodszego syna, który odszedł i powrócił, czy starszego, który pozostał, lecz stracił radość z bliskości Ojca?
Dlaczego warto obejrzeć to webinarium?
Prowadzący przybliża historyczne tło postaci faryzeuszy i celników, przywołuje sylwetkę Nikodema jako przykład szczerego poszukiwacza prawdy, a także historię apostoła Mateusza i kobiety przyłapanej na cudzołóstwie. Dzięki temu biblijny tekst ożywa i nabiera konkretnego, osobistego wymiaru.
Pod koniec nagrania uczestnicy zadawali pytania na żywo – odpowiedzi stanowią wartościowe uzupełnienie całego spotkania.
Przypowieść o synu marnotrawnym to nie tylko historia z przeszłości – to lustro, w którym każdy z nas może zobaczyć siebie i na nowo odkryć, jak wielka jest miłość Bożego Ojca.
Drodzy internauci, drodzy słuchacze, drodzy widzowie, w imieniu całego zespołu portalu uwierzbogu.pl chciałbym was bardzo serdecznie przywitać na naszym kolejnym spotkaniu. Spotkaniu, które będzie poświęcone biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym. Chciałbym na samym początku zrobić to, co robimy zwykle, to znaczy przypomnieć plan naszego spotkania. Otóż tak jak do tej pory będzie także i dzisiaj składać się z dwóch głównych części. W pierwszej powiem to, co przygotowałem na dzisiejsze spotkanie. Przede wszystkim przypomnę samą treść tej przypowieści, a także główne nauki, z której które powinny z tej przypowieści być zaczerpnięte. Zaś w drugiej części będzie czas na zadawanie pytań. Chciałem też na samym początku, zanim wszyscy zdążą się zalogować, już zając pokoju miejsca w pokoju, chciałem też przypomnieć o pewnych dwóch sprawach, które zwykle przy tej okazji przypominamy, a mianowicie o tym, że jest możliwość skorzystania z bezpłatnej wysyłki naszej dobrej publikacji, takiej już ponad stuletniej pod tytułem Boski plan wieków. Link do zapisania się na drukowany bezpłatny egzemplarz tej książki znajduje się na naszej stronie. Będę prosił także realizatorów, żeby od czasu do czasu do czatu wrzucili link bezpośrednio do tej strony, gdzie można się na nią zapisać. Książkę tę również w postaci pliku PDF oczywiście można pobrać z naszej strony, nieco poniżej okienka, w której widać moją twarz. Powinien być link, przycisk do tej strony, w której można zapisać się na pobranie tego pliku. Szanowni państwo, przechodzimy już teraz do naszego głównego tematu. Przypowieść, czy też podobieństwo o synu marnotrawnym. Tak przypominam sobie z czasów nauki, z czasów szkoły, z czasów szkoły podstawowej, że tak naprawdę była to pierwsza historia biblijna, jaką słyszałem. Była to historia, którą poruszaliśmy już chyba w drugiej czy trzeciej klasie klasie szkoły podstawowej. Chciałbym na początku zaproponować, abyśmy przypomnieli sobie samą literę, czyli treść tej przypowieści. Musimy teraz odnieść się do Biblii, do nowego testamentu, do Ewangelii Łukasza 15 rozdziału. Ja będę czytał wersety od 11 do 32. Powiedział też, oczywiście powiedział nasz Pan Jezus Chrystus, powiedział też: "Pewien człowiek miał dwóch synów i powiedział młodszy z nich do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada." Podzielił więc majątek pomiędzy nich. Po kilku dniach młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i roztrwonił tam swój majątek, żyjąc rozpustnie. A gdy wszystko wydał, nastał wielki głód w tych stronach, a on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli tych stron, który posłał go na swoje pola, aby pasł świnie. I pragnął napełnić swój żołądek stronkami, które jadały świnie, ale nikt mu nie dawał. Wtedy opamiętał się i powiedział: "Iluż to najemników mego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja z głodu ginę? Wstanę więc i pójdę do mojego ojca i powie mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie i nie jestem już godny nazywać się synem twoim. Zrób ze mnie jednego ze swoich najemników." Wtedy wstał i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, zobaczył go jego ojciec, użalił się nad nim, a pobiegłszy rzucił mu się na szyję i pocałował go. I powiedział do niego syn: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przed tobą. Nie jestem już godny nazywać się twoim synem". Lecz ojciec powiedział do swoich sług: Przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Dajcie mu też pierścień na rękę i obuwie na nogi. Przyprowadźcie też tłuste ciele, zabijcie, jedzmy i radujmy się. Ten mój syn bowien był martwy, a znowu żyje. Zaginął, a został znaleziony. I zaczęli się weselić. Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Zawołał więc jednego ze swoich sług i zapytał: "Co to wszystko znaczy?" Ten mu odpowiedział: "Twój brat powrócił, a twój ojciec zabił tłuste ciele, ponieważ odzyskał go zdrowego." Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Jego ojciec jednak wyszedł i namawiał go. A on powiedział Ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem żadnego twojego przykazania. Jednak nigdy nie dałeś mi koźlęcia, abym się weselił z moimi przyjaciółmi. Ale kiedy wrócił ten twój syn, który roztwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste ciele. Ale on mu odpowiedział: "Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, wszystkie moje dobra należą do ciebie. Lecz trzeba było się weselić i radować, że ten twój brat był martwy, a znowu żyje. Zaginął, a został odnaleziony. Drodzy słuchacze, co to jest przypowieść? Przypowieść to jest taka forma wypowiedzi bardzo często spotykana w Biblii, która za pomocą pewnych ilustracji, pewnych historii, najczęściej zmyślonych, wręcz nawet niemożliwych do tego, by wydarzyły się w rzeczywistości, opisuje pewne relacje, pewne działania, które mają nas czegoś nauczyć. Biblia przesiąknięta jest przypowieściami. W Starym Testamencie badacze Biblii doliczyli się dziewięciu takich przypowieści. Pewnie każdy, kto chociaż raz przeczytał Stary Testament, przypomina sobie przypowieść o owieczce, którą prorok Natan powiedział królowi Dawidowi, przez co pobudził go do takiej głębokiej pokuty. W Starym Testamencie też znajdujemy pewną przypowieść, w której drzewa zgromadzają się po to, żeby coś uradzić. Więcej, znacznie więcej przypowieści jest w Nowym Testamencie. Badacze doliczyli się aż 37, z czego aż 16 znajduje się w badanej dzisiaj Ewangelii Łukasza. Ewangelia Łukasza przesiągnięta jest przypowieściami. Pamiętacie pewnie też drodzy widzowie, drodzy słuchacze taką przypowieść, która znajduje się nieco dalej w Ewangelii Łukasza. Przypowieść o Bogaczu i Łazarzu. Tam też za pomocą pewnych abstrakcyjnych symboli zilustrowane są pewne prawdy słowa Bożego. Ta dzisiejsza przypowieść, przypowieść o Synu Marnotrawnym ma kilka znaczeń. napisana jest wielowarstwowa. Natomiast my chcemy dziś zająć się tym jednym takim najbardziej podstawowym, który powinien przemawiać nie tylko do naszych umysłów, ale do naszych serc. Żeby ją dobrze zrozumieć, trzeba przyjrzeć się całemu kontekstowi, a właściwie Ewangelii Łukasza 15. rozdziałowi od samego początku. Nasza przypowieść poprzedzona jest dwiema innymi z pewnego punktu widzenia bardzo podobnymi przypowieściami. Najpierw zapisana jest tam przypowieść o pasterzu i owcach. 100 owcach, z których jedna się zgubiła. Historia ta kończy się szczęśliwie i pewnym takim stwierdzeniem, które zapisane jest w Ewangelii Łukasza w 15 rozdziale w wersecie siódmym. Mówię wam, że podobnie w niebie będzie większa radość z jednego pokutującego grzesznika niż 99 sprawiedliwych, którzy nie potrzebują pokuty. To jest Ewangelia Łukasza 15 rozdział wiersz siódmy. Druga podobna przypowieść nieco dalej też kończy się wspaniałą przypowieść o zgubionym, odnalezionym srebrnym groszu. Kończy się podobnym stwierdzeniem. Werset 10. Podobnie mówię wam, będzie radość przed aniołami Boga z jednego pokutującego grzesznika. Czujemy więc w jakim kontekście czy też w jakim klimacie nasz Pan Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel powiedział później przypowieść o Synu Marnotrawnym. Żeby zrozumieć tę przypowieść trzeba znaleźć do niej klucz. Trzeba po prostu umieć zilustrować czy odczytać symbole, które są zawarte. Kogo konkretnie oznaczają poszczególne postacie, które są przywołane przez Pana Jezusa? Warto przy tej okazji cofnąć się do początku Ewangelii Łukasza, do 15 rozdziału, do wersetów pierwszego i drugiego. Ewangelia Łukasza 15 rozdział, wersety pierwszy i drugi. Zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, żeby go słuchać. oczywiście Pana Jezusa. To jest jak gdyby pierwsza grupa. A druga a faryzeusze i uczeni w piśmie Szemrali mówiąc: "Ten człowiek przyjmuje grzeszników i jada z nimi". A więc w całej tej przypowieści, mając na uwadze to, co przeczytaliśmy przed chwilą, występują jak gdyby trzy główne postacie. Po pierwsze, ojciec z rozwikłaniem tego symbolu. Chyba nikt z nas nie ma żadnych problemów. Ten ojciec tej przypowieści to jest kochający Bóg. Natomiast jeśli idzie o dwóch synów, tego młodszego, który zrobił tak wiele w swoim życiu i tego starszego, który wydawałoby się, że był i nie tylko ciałem, ale i sercem cały czas przy Bogu, też możemy rozszyfrować na podstawie tych dwóch pierwszych wersetów. Ewangelia Łukasza 15 rozdział. Jeszcze raz patrzymy wersety pierwszy i drugi. Zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, żeby go słuchać. Celnicy i grzesznicy to oczywiście w naszej przypowieści młodszy syn. ten zły, ten, któremu się w życiu nie udało, chociaż kiedyś był bardzo blisko swojego ojca, poszedł sobie w pewnym momencie wcześniej wypowiadając bardzo niegodną prośbę o część swojego przyszłego spadku w świat. Zaś drugi z synów, ten dobry, który cały czas jakby się wydawało, był przy swoim ojcu, to nikt inny jak faryzeusze i uczeni w piśmie, którzy wymienieni są w wersecie drugim, bo to przecież do nich całą tę przypowieść powiedział nasz Pan Jezus Chrystus. Wydaje się, że mamy już rozwikłane główne symbole ukryte w tej przypowieści. Powiem jeszcze dla tych, którzy być może nie wiedzą o tym, że o faryzeusze nauczeni w piśmie to ówczesna elita, elita religijna świata żydowskiego. To byli ludzie, którzy na początku byli rzeczywiście bardzo, bardzo gorliwi, bo słowo faryzeusz tak naprawdę oznaczało kiedyś pobożny i rzeczywiście oni kiedyś tacy byli. Później po pewnym czasie w zdecydowanej większości byli ludźmi złymi. Oni bardzo często do dzisiaj zresztą są symbolem zepsucia religijnego, powierzchowności, czynienia czegoś na pokaz. I zdecydowana większość faryzeuszy, którzy wymienieni są w Biblii są postaciami złymi. Bywają oczywiście wyjątki. Ja teraz o takim jednym wyjątku chciałbym powiedzieć. Ten wyjątek zapisany jest nieco dalej w naszych Bibliach, w Ewangelii Jana. W trzecim rozdziale tą postacią, na którą chciałbym się powołać był niejaki Nikodem. Ewangelia Jana trzeci rozdział. Przeczytam werset pierwszy. A był pewien człowiek z faryzeuszy imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. I jak pokazuje dalsza lektura tego rozdziału, okazuje się, że był z jednej strony faryzeuszem, czyli człowiekiem związanym bardzo z ówczesnym systemem religijnym, ale z drugiej strony też człowiekiem prawym, który chciał się dowiedzieć coś z tego, o czym uczył nasz Pan Jezus Chrystus. I trochę ze strachem, bo pod osłoną nocy przyszedł do Pana Jezusa i zaczął zadawać mu pytania. I wydaje się, a przynajmniej takie jest moje odczucie, że to właśnie w nocy do jednej tylko osoby, do Nikodema, Pan Jezus wypowiedział najpiękniejsze słowa, które zapisane są w Biblii w trzecim rozdziale tej tej pięknej Ewangelii Jana w wersecie 16, że albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swojego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny. Historia Nikodema jest jeszcze w Biblii później poruszona. W Ewangelii Jana nieco dalej w 19 rozdziale możemy znaleźć taki oto zapis. To już jest moment po śmierci Pana Jezusa. 19 rozdział werset 39. Przyszedł też Nikodem, który przedtem przyszedł w nocy do Jezusa, niosąc około 100 funtów mieszaniny Miry i Aloesu. A więc były takie wyjątki wśród faryzeuszy, ludzi dobrych, pobożnych, niezepsutych, którzy starali się nie tylko zewnętrznie, ale wewnętrznie szukać drogi do Boga. Ale ogólnie faryzeusze w Biblii są symbolem zepsucia. Syn młodszy to celnicy i grzesznicy. Tak czytaliśmy sobie w Ewangelii Łukasza w naszym 15 rozdziale. Jeszcze raz sobie do tego wrócimy, bo nieco musimy to rozwinąć. Słowo celnik do dziś ludziom mojego pokolenia nieco starszym kojarzy się źle z zepsuciem, z łapówkarstwem, z czymś naprawdę złym. Natomiast wtedy w tamtych czasach, kiedy chodził po ziemi świętej nasz Pan Jezus Chrystus, słowo celnik kojarzyło się z czymś jeszcze gorszym. Mianowicie Żydzi byli wtedy pod rzymską okupacją i celnik to nie był ktoś, kto stał na granicy i sprawdzał, czy nie jest przewożone coś przez granicę niedozwolonego, ale to był ktoś, kto pobierał pewnego rodzaju haracz dla okupanta. Pieniądze były zbierane wśród żydów i później przeznaczane na jakieś cele, które obierał cesarz rzymski. Nic więc dziwnego, że patrioci, żydzi patrioci takich celników bardzo, bardzo nie lubili. Mamy w Biblii zapisaną historię pewnego celnika. Być może już niektórzy z was sobie przypominają. W Ewangelii Mateusza w dwiątym rozdziale będę czytał wersety od 9 do 13. A odchodząc stamtąd Jezus zobaczył człowieka zwanego Mateuszem siedzącego w punkcie celnym i powiedział do niego: "Pójdź za mną". A on wstał i poszedł za nim. A gdy Jezus siedział za stołem w jego domu, przyszło wielu celników i grzeszników i usiedli z Jezusem oraz z jego uczniami. Widząc to faryzeusze zapytali się jego uczniów: "Dlaczego wasz nauczyciel jest celnikami i grzesznikami?" A gdy Jezus to usłyszał, powiedział: "Nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza. Idźcie więc i nauczcie się, co to znaczy. Miłosierdzia chcę, a nie ofiary, bo nie przyszedłem wzywać do pokuty sprawiedliwych, ale grzeszników." W tej historii, historii powołania na urząd apostoła Mateusza, jednego z 12 mamy zapisaną pewną bardzo ciekawą myśl, że to właśnie spośród tych najniższych warstw, między innymi celników, ludzi, którzy byli pogardzani w tamtym czasie, znalazło się wielu takich, którzy byli tak jak to określa słowo swoim słowem Biblia, chorymi, świadomymi swojej choroby, potrzeby uzdrowienia. Ci inni, ci lepsi faryzeusze nauczeni w piśmie, oni czuli się, choć takimi do końca nie byli zdrowymi i nie potrzebowali lekarza. Natomiast celnicy, bo takim celnikiem był przecież w przeszłości apostoł Mateusz, miał świadomość, że potrzebuje takiego lekarza, potrzebuje takiego uzdrowienia. I byli tam też poza celnikami w tej drugiej grupie symbolizowanej w młodszym synu grzesznicy. Historię takich grzeszników możemy znaleźć na kartach Ewangelii. Jednym z takim jedną z takich historii jest historia niewiasty cudzołożnej. Ona jest też zapisana w Biblii w Ewangelii Jana w ósmym rozdziale w wersecie trzecim. Na ten werset możemy się teraz powołać. I przyprowadzili do niego, czyli do Pana Jezusa, uczeni w piśmie i faryzeusze kobietę przyłapaną na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, chcieli, żeby Pan Jezus ją osądził. Szanowni państwo, drodzy widzowie, drodzy słuchacze, wracamy do naszej przypowieści. Wśród takiej grupy słuchaczy, jak gdyby podzielonej na dwie części. Z jednej strony faryzeusze nauczeni w piśmie, zaś z drugiej celnicy i grzesznicy wśród takiego gremium słuchaczy Pan Jezus rozpoczyna mówić swoją przypowieść. Ona z jednej strony była przepełniona symbolami, ale z drugiej wydaje mi się, że była na tyle łatwa, że już na samym początku słuchacze tej przypowieści potrafili się w niej odnaleźć. I spodziewam się wręcz nawet, że ta grupa religijna, pseudoreligijna, faryzeusze nauczeni w piśmie słuchali na początku tej przypowieści z ciekawością, a nawet im się wydawała, ponieważ na samym początku już zrozumieli, że oni są tym lepszym synem, tym dobrym synem. Zaś ten zły syn to musi być nikt inny jak właśnie ci grzesznicy i ci celnicy. Ta wycieczka w świat, odejście od kochającego ojca, co pewnie doskonale wszyscy słuchacze zrozumieli, to nic innego jak odejście od Boga, odejście od przykazań Bożych, które stanowiły wielką wartość. To było prawdziwe, niezniszczalne bogactwo. Zresztą w tej przypowieści mamy bardzo wyraźnie napisane, że ta część majętności, którą otrzymał młodszy syn, została bardzo szybko przepuszczona przez palce. To ci Żydzi, którzy przecież urodzili się w narodzie, który miał tak wspaniałe, bogate przykazania, które uszlachetniały, przez to, że od Boga odeszli, roztrwonili swoje wysokie stanowisko przed Bogiem, swój wspaniały poziom moralny, który na tle innych narodów z pewnością się wyróżniał. Niektórzy z nich poszli aż tak daleko, że doszli do człowieka z dalekiej krainy, który pasł, który posiadał hodowlę świń. Ten człowiek z dalekiej krainy i myślę, że bez żadnego zwątpienia i jedni i drudzy potrafili to odszyfrować, to nikt inny jak diabeł. Niektórzy z Żydów, tych takich upadłych, zdegradowanych, zepsutych, którym się w życiu nie udało, odeszli tak bardzo od Boga, że doszli do samego krańca. Dalej już nie można było dojść. byli pod kontrolą diabła, żyli w grzechu, tak daleko od przykazań Bożych, że nawet zapewne zaczęli tracić je ze swojej pamięci, ze swoich głów. Nasza przypowieść mówi o takim już krańcowym upadku, a mianowicie o tym, że doszło do tego, że ten młodszy syn, a więc ci wszyscy upadli grzesznicy, ci wszyscy celnicy obcowali ze świniami. Tak to jest opisane w naszej przypowieści. My żyjemy w kulturze chrześcijańskiej, w Europie, w północnej Europie i dla nas świnia jest po prostu zwierzęciem hodowlanym przez niektórych zjadanym z wielkim smakiem. Natomiast dla Żyda świnia była czymś zgoła innym i odmiennym. Chciałbym zwrócić naszą uwagę na dwa teksty ze słowa Bożego. Może sięgniemy do drugiego listu Piotra, do drugiego rozdziału wersety 21 i 22, gdzie apostoł Piotr mówi o losie tych ludzi. którzy kiedyś po poznaniu Ewangelii żyli bardzo blisko Boga, a później z pełną świadomością, z powrotem tej Ewangelii zaczęli się oddalać. I o losie takich ludzi mówi w taki oto sposób: "Lepiej bowiem byłoby dla nich nie poznać drogi sprawiedliwości, aniżeli poznawszy ją odwrócić się od przykazanego im świętego przykazania". Ale przydarzyło się im zgodnie z prawdziwym przysłowiem. Pies wrócił do swoich wymiocin i teraz druga część tej wypowiedzi. A świnia umyta dotarzania się w błocie. Apostoł Piotr, który przecież też był Żydem, użył no skrajnego już skrajnego określenia na to, czym jest chrześcijanin, który po poznaniu prawdy odwraca się od Boga z powrotem plecami i wraca do świata. W trzeciej księdze mojżeszowej w zakonie w Starym Testamencie w 11 rozdziale w wersecie siódmym bardzo wyraźnie jest zapisane, że świnia to zwierzątko hodowlane, hodowlane w naszej kulturze przez Żydów miała być uważana za zwierzątko nieczyste. Trzecia Mojżeszowa 11 rozdział werset siódmy mówi tak: "Świni, która choć ma rozdzielone kopyto i racicę, ale nie przeżuwa, będzie dla was ta świnia nieczysta". Tak, jeszcze chciałem powiedzieć taką ciekawostkę, że wraz z grupą moich przyjaciół przed ośmioma laty byłem w Izraelu. Mieliśmy tam bardzo sympatyczną przewodniczkę, która zawiozła nas do jednego z kibiców, gdzie jakiś czas temu, 20, 30 lat temu, postanowiono, że będzie hodowla świni. Było to tak wielkie i wstrzasające dla wszystkich Żydów, że oczywiście zaraz znalazły się głosy krytyczne, głosy oburzenia i wtedy zwrócono się do naczelnego rabina państwa Izrael, do ówczesnej władzy religijnej państwa Izrael z zapytaniem, czy jest możliwa w ogóle na terenie Ziemi Świętej taka hodowla. I wtedy rabini po namyśle powiedzieli, że niemożebne jest, żeby świnia swoją racicą dotykała Ziemi Świętej, ale pozwolili na to, żeby hodować je na takim wzniesionym cokole, wylanym betonie. I wtedy świnia bezpośrednio, a przecież to już się wszystko działo w X pod koniec XX wieku, świnia bezpośrednio Ziemi Świętej nie dotyka. I takie zwierzęta oczywiście dla gojów, dla tych wszystkich, którzy przyjadą zwiedzać Izrael, można było zacząć hodować. A więc świnia użyta w tej przypowieści zapisanej w Ewangelii Łukasza w 15 rozdziale. I to obcowanie ze świniami, hodowla świń czy próba napełnienia sobie brzucha, czyli spożywania tego samego co świnie, jest symbolem drastycznego, skrajnego już upadku tego młodszego syna, a dla nas oczywiście tych wszystkich grzeszników i celników. Ja bardzo lubię, kiedy czytam Ewangelię, przenosić je w swojej głowie do tamtych czasów i próbować być wśród tych wydarzeń. I tak sobie myślę, że w tym momencie przypowieści z jednej strony ci wszyscy grzesznicy i celnicy musieli być bardzo zasmuceni, bo oni czuli, oni wiedzieli, że Pan Jezus mówi o nich i oni sobie zdali sprawę, chociaż tam do nich docierało, że upadli tak bardzo i od Boga odeszli tak daleko, że nie można było inaczej opisać ich stanu jak właśnie w taki właśnie sposób, że oni są daleko od tego kochającego ojca, że żyją w tej dalekiej krainie u tego niedobrego człowieka i obcują na co dzień ze świnami. Musiało mi być bardzo przykro. Z drugiej zaś strony słuchający tego faryzeusze i nauczeni w piśmie musieli do tamtego momentu się bardzo cieszyć. Cieszyć. A to dlatego, że oni się takich słów od Jezusa nie spodziewali. Oni przychodzili słuchać Jezusa po to, żeby go, jak powiada Biblia, pochwycić na słowie, złapać na jakimś potknięciu słownym, żeby móc go później osądzić i być może nawet zabić. Tymczasem on zaczynał mówić taką historię, która stawiała ich bardzo wysoko, zaś tych, których, którymi oni gardzili, bardzo mocno poniżała. Więc tak sobie myślę, że w tym momencie tej przypowieści musieli zacierać ręce. Ale nasza historia szła dalej. Wracamy do Ewangelii Łukasza, do naszego 15 rozdziału, ponieważ wtedy stało się coś, co jest w wersecie 17. Ewangelię Łukasza 15 rozdział werset 17 opisane w tym przekładzie Biblii, z którego korzystam w taki oto sposób. Wtedy opamiętał się inny przekład taki staropolski protestancki, z którego też często korzystam mówi i wtedy wejrzał w siebie. I to jest taki, drodzy słuchacze, drodzy widzowie, najważniejszy moment w życiu człowieka, który kiedyś oddalił się do od Boga. To jest moment rozpoczęcia pokuty. Spojrzenie w siebie, opamiętanie się to jest nic innego jak pokuta. Bo to właśnie pod wpływem kazań wtedy, kiedy przyszedł na ziemię Pan Jezus i przez 3 i pół roku chodził i nauczał pod wpływem kazań wielu z tych, którzy pouadało, stali się celnikami, stali się grzesznikami, jawno grzesznikami, nawet jak określa to Biblia. Wielu z nich zaczęło pokutować, odwracać się od grzechu i próbować wrócić do Boga. i do Boga wracali. I chcę wam powiedzieć teraz i posłużę się tutaj do tego taką ilustracją, że ten powrót do Boga i sposób przyjęcia przez Boga to jest jedna z najbardziej wzruszających i najpiękniejszych rzeczy, jaka może się wydarzyć w życiu każdego indywidualnego człowieka, kiedy do Boga wraca. Chciałbym teraz posłużyć się pewną ilustracją. Poproszę o wyświetlenie tej ilustracji. To jest nie cały obraz, tylko fragment obrazu wykadrowany w odpowiedni sposób, żeby mógł znaleźć się na monitorach. Obrazembranta pod tytułem Syn marnotrawny. I teraz kilka słów na temat tego obrazu. Na pierwszym planie znajdują się postacie marnotrawnego syna i ojca. Postać syna przejmuje stanem, w którym się właśnie teraz znajduje. My tego nie widzimy, ale na jego nogach widoczne są rozpadające chodaki ukazujące poranione stopy, a brudne, złachmanione ubranie jest w strzępach. Głowa jest ogolona i pokryta strupami. Twarz syna nie jest dobrze widziana, ale widać na niej grube rysy i pełno bólu. Postać ojca jest bardziej wyraźna. Widać z niej wybaczenie i ulgę z powrotu już dawno opłakiwanego syna. Dłonie ojca są symbolicznie różne. Jedna jest szeroka, twarda, spracowana, druga zaś smukła i biała, jakby kobieca. Ojciec ubrany jest starannie, ale ubogo. Wybacza synowi grzechy oplatając go dłońmi. Obraz roztacza taką aurę duchowości. Jedną z postaci z drugiego planu jest tak zwany wierny syn. Syn, który pozostał z ojcem w domu. Jest on bogato ubrany, a jego twarz wyraża zdziwienie. Jest wyraźnie niezadowolony z reakcji swojego ojca na powrót niewiernego syna, który go właśnie opuścił. Złości go to, że z taką czułością ojciec przyjął swojego syna, który opuścił go i roztronił bogactwo, które mu ofiarował. Widać, nie jest on zadowolony z powrotu swojego brata. Mamy ten piękny obraz, jeden ze sposobów, jaki artysta postarał się wyobrazić sobie tę piękną historię, która jest zapisana w Ewangelii. Przy tej okazji warto wspomnieć, że czytaliśmy w Ewangelii Łukasza, że ten kochający ojciec, który w końcu doczekał się tego młodszego, marnotrawnego syna, przy okazji spotkania z nim dał mu pewne prezenty. Po pierwsze go pocałował. Te wszystkie rzeczy, które dostał ten marnotrawny syn są oczywiście też symboliczne. Ten pocałunek to jest nic innego jako dowód miłości od kochającego ojca do każdego powracającego grzesznika. Dał mu też szatę, no bo ten przecież wracał w łachmanach. W Biblii szata też jest pewnego rodzaju symbolem. Symbol symbolem sprawiedliwości, którą każdy chrześcijanin przez wiarę w Jezusa Chrystusa jest przez Boga przyodziewany. dał mu sandały, czyli musiał prawdopodobnie wracać na bos albo w jakiś takich bardzo już nie nadających się do chodzenia butów, butach. Te sandały to jest nic innego jak symbol pewnego rodzaju postępów, które zaczyna robić człowiek, który odwraca się plecami do grzechu i zaczyna zbliczać się do Boga. I w końcu mowa jest tam też o tłustym cielaku, który miał być zabity i miała być z niego przyrządzona pewnego rodzaju uczta radosna. To nic innego jak pewne boskie obietnice zawarte dla wszystkich tych, którzy go szukają. Zresztą o tym cielaku nieco dalej sobie jeszcze kilka słów powiemy. Chciałbym teraz zrobić pewnego rodzaju przerwę i powiedzieć także my tę historię znamy pod tytułem Przypowieść o Synu Marnotrawnym. Natomiast każdy badacz Biblii, przez badacza rozumiem tego, który Biblii nie tylko przeczytał, ale starał się nad jej treścią zastanowić, zwrócił uwagę na fakt, że to prawda, ten syn marnotrawny jest tutaj ważny, ale nie jest jedyny i nie jest najważniejszy. I na tę przypowieść można spojrzeć z kilku punktów widzenia. Chciałbym teraz zaproponować, żebyśmy spojrzeli na tę przypowieść z punktu widzenia tego drugiego syna. I nazwijmy tę przypowieść nieco inaczej. nazwijmy ją przypowieścią o synu niemarnotrawnym albo inaczej o synu, któremu się tylko wydawało. Spójrzmy na tę przypowieść czy na tę historię oczami tego człowieka albo spróbujmy się wczuć w to, co widział, co czuł. Drodzy widzowie, drodzy słuchacze, spróbujcie się przez chwilę zastanowić, dlaczego ten syn nie cieszył się z powrotu swojego brata. No i tutaj wychodzą wszystkie brudy, które gdzieś tam ukryte są w sercach ludzkich. Sprawa jest prosta i oczywista. On był pierworodnym, był starszym. Jemu należała się główna czy najważniejsza część spadku. Już w Starym Testamencie, w zakonie w piątej księdze Mojżeszowej w 20 pierwzy rozdziale w wersecie 17 był taki zapis, który mówił, że każdy pierworodny miał obietnicę otrzymania podwójnego działu w spadku po ojcu. Czyli on był głównym dziedzicem całego majątku. I on pewnie ze zdumieniem zauważył, że jeszcze w czasach, kiedy ojciec żył, ten młodszy syn, którego prawo głosu było zdecydowanie mniejsze niż niego, zwrócił się do ojca z prośbą o to, żeby ten jeszcze za swojego życia dał mu część majątku. I kiedy ten syn poszedł, to wtedy ten pierworodny, który pozostał, z pewnością patrzył na pozostałą część majątku jako na wszystko swoje. Wystarczyło tylko poczekać, aż ojciec umrze. A tymczasem młodszy syn wraca. nie pomnożył majątku, cały przepuścił i to jeszcze w taki bardzo nichny sposób. I z tej reszty majątku, która pozostała, ojciec bierze tłuste ciele, każe zabić i przyrządzić ucztę. A jeszcze może przyjdzie mu do głowy, że tę pozostałą część majątku kiedyś w przyszłości znowu podzieli i temu młodszemu da 1/3. I wtedy zaczęło w sercu tego starszego syna kiełkować bardzo złe, bardzo niedobre uczucie. Drodzy widzowie, drodzy słuchacze, zobaczcie do czego to uczucie doprowadziło. Chciałbym wam zaproponować, żebyście jeszcze raz otworzyli Ewangelię Łukasza 15 rozdział i zauważyli dialog jaki się wtedy odbył. Tam są ukryte pewne niuanse. Spojrzymy na werset 27 i werset 30. Łukasza 15 rozdział werset 27 i werset 30. To jest dialog pomiędzy ojcem i tym starszym synem. Wtedy, kiedy starszy syn zaczął wyra wyrażać to niezadowolenie, ojciec powiedział do niego tak: "Twój brat powrócił. Twój brat powrócił." Tam są takie słowa: "Twój brat powrócił". I zobaczcie werset 30. Werset 30 mówi tak: "Starszy syn mówi do ojca". Starszy syn mówi do ojca: "Ale kiedy wrócił nie ten mój brat, ale kiedy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek, swojego własnego brata nie nazywa bratem, nazywa go jedynie synem swojego ojca". Zobaczcie do jakiego stanu doprowadził swoje serce. Nie wiem jak długo to wszystko trwało, ale nie dłużej niż jeden dzień, bo później miała odbyć się uczta. w ciągu kilku godzin, maksymalnie kilku godzin, tak bardzo zdegradował swoje serce, że tak jak mówi tutaj Biblia, nie wszedł na ucztę. Pan Jezus nieprzypadkowo użył w czasie tej przypowieści tego symbolu uczty. Dla Żyda, który znał Stary Testament, uczta tutaj opisana literalnie też była symbolem. Chciałbym zaproponować, żebyśmy otworzyli sobie księgę proroka Izajasza 25 rozdział. Prorok Izajasz 25 rozdział. Ja będę czytał wersety szósty, siódmy i ósmy. Na tej górze Pan zastępów. Góra w Biblii jest symbolem królestwa. Mowa to jest o przyszłości, o królestwie Bożym. Żyd czytający tę historię, proroctwo Izajasza z interpretacją nie miałby tu żadnego problemu. Na tej górze pan zastępów wyprawi wszystkim ludom ucztę z tłustych potraw. Ucztę z wystałego wina, z tłustych potraw ze szpikiem, z wina wystałego i czystego. Pod symbolami tego wina, tych szpików i tych innych rzeczy ukryte są pewne błogosławieństwa w królestwie Bożym. Ale zobaczcie drodzy słuchacze, drodzy widzowie, że jest tutaj opisana uczta, czyli znalezienie, odnalezienie się w przyszłym królestwie Bożym. Werset siódmy. I zniszczy na tej górze zasłonę rozpostartą nad wszystkimi ludźmi i przykrycie rozciągnięte nad wszystkimi narodami. Co to za zasłona czy przykrycie? To odpowiada werset ósmy. Połknie śmierć w zwycięstwie, a Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza i zdejmie z całej ziemi hańbę swojego ludu, bo tak pan powiedział. I tutaj słuchający tej przypowieści faryzeusze zdali sobie sprawę z tego, że przez swoją zatwardziałość, przez to, że ich postawę pokazaną w tym starszym synu, przez tą swoją postawę mogą znaleźć się w takim miejscu czy na takiej drodze, która doprowadzi do tego, że nie znajdą się w tym królestwie, o którym czytali w prctwie Izajasza, w prostwie ukrytym, w królestwie ukrytym pod symbolem uczty. Jeszcze raz po raz ostatni spójrzmy na przypowieść o no synu marnotrawnym, tak ją głównie nazywamy, ale na tą przypowieść, piękną przypowieść, innymi oczami. I spróbujmy nazwać ją teraz przypowieścią o mądrym i kochającym ojcu. Popatrzmy na całą tę historię oczami tego ojca. Zaczyna się ona od tego, że jeszcze wtedy, kiedy on żył, nie wiemy w jakim wieku, ale niekoniecznie musiał być umierający, wtedy kiedy on jeszcze żył, przyszedł do niego młodszy syn i powiedział: "Ja to sparafrazuję, jak to byśmy dzisiaj powiedzieli: "Słuchaj ojciec, żyjesz i żyjesz i ja się nie mogę doczekać i jeszcze żyjesz, a chciałbym już wziąć sprawy w swoje ręce. Przecież wiesz, że kiedyś w przyszłości należeć mi się będzie spadek. Ja go powinienem dostać dopiero po twojej śmierci. Ale proszę cię, z racji tego, że żyjesz i żyjesz, daj mi tę część spadku teraz. No i spróbujmy się wczuć sytuację takiego ojca. Jak zachowałby się każdy z nas? Ja jestem ojcem, wprawdzie jeszcze nie dorosłego człowieka, bo dopiero ośmioletniej dziewczynki, ale wyobrażam sobie, że gdybym miał 18 20 25letniego syna, który przyszedł jeszcze za mojego życia i zażądał ode mnie spadku, no że poczułbym się przynajmniej nie swojo. W tamtych czasach, kiedy no był taki ustrój bardzo patriarchalny, taki ojciec miał pewne prawo, żeby tego swojego ojca no bardzo mocno przećwiczyć i to tak przećwiczyć, żeby wybić mu ten spadek z głowy. mógł mu nic nie dać, mógł go wydziedziczyć, mógł z nim zrobić praktycznie wszystko. Natomiast ten kochający i mądry ojciec postanowił, że najlepszą lekcją dla tego młodszego syna będzie właśnie to, że mu ten spadek da i dał. I spodziewał się, jaki to odniesie skutek. Syn poszedł w świat, poszedł daleko. Nie ma tego bezpośrednio wprost zapisane w naszej przypowieści, ale drodzy widzowie, drodzy słuchacze, spróbujcie sobie teraz wyobrazić, co się musiało dziać później w tym domu, kiedy tego syna nie było. Nie było telefonów, nie było telefonów komórkowych. Ojciec nie miał na bieżąco prawdopodobnie nawet żadnych informacji o losie tego swojego syna, ale co musiał czuć w swoim sercu, co musiał robić. Tak sobie myślę, tak sobie wyobrażam, bo jeszcze raz podkreślam, że tego w Biblii nie ma. że ten pokój, w którym mieszkał młodszy syn w tym domu dobrego kochającego ojca był przez cały czas nietknięty. Inni pewnie w obliczu takiej bardzo bezpośredniej prośby o część majątku pewnie kazaliby ten pokój posprzątać, zamieniliby go na magazyn albo dali komuś innemu. Tymczasem wydaje im się, że ten kochający ojciec pozostawił ten pokój niezmienny, bo on wierzył, wierzył i czekał. Są dowody na to, że czekał. Takim dowodem jest Ewangelia Łukasza odczytywana już 15 rozdział werset 20. Popatrzmy. Ewangelia Łukasza 15 rozdział i werset 20. Wtedy wstał, poszedł do swojego ojca. I teraz od tych słów jest najważniejsze. A gdy był jeszcze daleko, zobaczył go jego ojciec. A co to w praktyce oznacza? Że prawdopodobnie ten kochający ojciec codziennie wychodził na drogę po to, żeby móc z daleka przyglądać się drodze, która prowadziła do jego domu i tam oczekiwać powrotu swojego syna. Gdy ten był jeszcze daleko, ten syn marnotrawny był jeszcze daleko, zobaczył go jego ojciec, który wychodził na drogę i co zrobił dalej? użalił się nad nim, jak jest napisane w naszej Ewangelii i zrobił coś, czego niewielu ziemskich ojców, do czego niewielu ziemskich ojców potrafiłoby się wznieść. Mamy napisane, że podbiegł do niego ojciec, rzucił mu się na szyję i go ucałował. tę całą historię wracającego syna obdartego, w łachmanach, głodnego, zniszczonego, który pewnie szurał nogami po tym klepisku, po tej udeptanej drodze z jednej strony, a z drugiej biegnącego ojca można sobie wyobrazić. W czasie kiedy ten syn robił jeden taki malutki kroczek, ojciec pomimo tego, że już miał jakiś stosowny wiek, robił 5, 10, może nawet 20 kroków. I to jest piękny, wspaniały symbol, że wtedy kiedy każdy z nas postanowi w swoim życiu odwrócić się od złego, iść w stronę Boga i zacznie wykonywać takie nieporadne kroki, takie nieporadne szurania, może liczyć na to, że Bóg ze swojej strony zrobi znacznie więcej. To nic, że on jest wielki, że on jest potężny, że jest wszechmocny, że jest Bogiem bardzo mocnym, sprawiedliwym, potężnym, to nic. On uniży się i zrobi znacznie więcej ze swojej strony, żeby ten powrót nam jak najbardziej ułatwić i umożliwić. Bóg, drodzy słuchacze, drodzy widzowie, ten staruszek pobiegł. To jest piękna, wspaniała nowina dla wszystkich tych, którym się w życiu nie ułożyło, dla wszystkich tych, którzy się w życiu zgubili i nie wiedzą, czy jest droga powrotu. I kiedy podbiegł do tego swojego młodszego syna, zrobił kilka wspaniałych rzeczy. Te rzeczy są ukryte w tych wersetach naszej Ewangelii. Chciałbym niektóre z nich teraz odkopać. Stanął przed nim i właśnie i co i co zrobił? Albo inaczej czego nie zrobił. Tak sobie myślę, że zdecydowana większość dzisiejszych ojców w takiej sytuacji po spotkaniem po spotkaniu czy przy spotkaniu oko w oko z takim synem marnotrawnym, który poszedł gdzieś daleko i roztwonił majątek, zaczęłoby zadawać pytania: "Gdzieś był, gdzie masz pieniądze? A idź teraz do tych, z którymi te pieniądze przepuściłeś. Niech oni cię nakarmią, niech oni ci pomogą. A nasz kochający ojciec tego nie zrobił. Zaczął mówić syn. Otwieramy Ewangelię Łukasza, 15 rozdział. To też jest tak dosyć ciekawie ukryte w naszej Ewangelii, dlatego muszę to w jakiś sposób uwypuklić. Otwieramy Ewangelię Łukasza 15 rozdział. Chciałbym przypomnieć, co miał powiedzieć syn, a co udało mu się powiedzieć w twarz swojemu ojcu. Werset 18 to jest to postanowienie wtedy, kiedy zaczął pokutować. Postanowił, że powie tak: "Wstanę więc i pójdę do mojego ojca i powiem mu i wymienił tutaj trzy rzeczy. Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie." To jest ta pierwsza rzecz. Druga, nie jestem już godzien nazywać się twoim synem. I trzecia. Zrób ze mnie jednego ze swoich najemników. Czy nie uważaj mnie już za syna? Zrób ze mnie służącego. Niech będę blisko ciebie, ale jako służący, ponieważ niegodzien jestem już nazywać się twoim synem. I co powiedział, kiedy się spotkali? Werset 21. Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przed tobą. Ta pierwsza rzecz. Druga, nie jestem już godny nazywać się twoim synem. I czy powiedział trzecią? Tego nie da się wychwycić z języka polskiego, bo my dysponujemy niedoskonałymi przekładami, ale w Grece jest bardzo wyraźnie znaczone, że w tym momencie ojciec mu przerwał. Nie pozwolił mu powiedzieć, że chce młodszy syn stać się najemnikiem, już nie synem. Lecz ojciec powiedział do swoich sług, czyli przerwał mu, nie pozwolił mu powiedzieć i kazał przygotować tę wspaniałą ucztę. Taki jest dobry, wspaniały, kochający ojciec. nie pozwoli nawet widząc stan serca wyznać wszystkiego co sobie przygotowaliśmy, tylko przytuli, pocałuje i da to, co jest najlepszego. Mamy w głównych, przynajmniej tych wątkach, całą tę naszą przypowieść jak gdyby rozszyfrowaną. Oczywiście tak jak powiedziałem, to jest taka powierzchowa, powierzchowna warstwa, ta taka najłatwiejsza, chociaż jest bardzo głęboka i bardzo ważna. Jeszcze na koniec kilka takich ważnych myśli o zastosowaniu do nas. Kiedy patrzymy na syna marnotrawnego, warto zdać sobie sprawę z tego, że my ludzie wszyscy odeszliśmy w jakiś sposób od Boga i możemy w historii tego syna odnaleźć się. Lista apostoła Pawła do Rzymian. Tak, lista apostoła Pawła do Rzymian. Świętego Pawła do Rzymian trzeci rozdział, werset 23 potwierdza to, co przed chwilą powiedziałem. Wszyscy bowiem zgrzeszyli i są pozbawieni chwały Boga. Wszyscy w jakiś sposób jesteśmy takimi synami marnotrawnymi, którzy od Boga odeszli. Każdy z nas w takim razie może odnaleźć się w historii tego młodszego, chociaż nie każdy z nas poszedł tak daleko już do tego człowieka z dalekiej krainy i nie każdy z nas jest blisko tych świn. Warto jak najszybciej wracać, nie czekać do momentu, kiedy dojdzie się tak daleko. Warto też korzystać z doświadczeń innych. Niekoniecznie samemu upaść na samo dno, żeby później od tego dna się odbijać i wracać. Warto wspominając tę przypowieść pamiętać o tym synu niemarnotrawnym albo tak jak powiedzieliśmy to sobie o synu, któremu się wydawało, że taki marnotrawnym nie jest. Bo jeśli prowadzimy pobożne życie, albo nam się wydaje, że prowadzimy pobożne życie, chodzimy co niedzielę do kościoła, wspieramy pracę misyjną jakimiś pieniędzmi, robimy inne jakieś uczynki religijne, wydaje nam się, że jesteśmy blisko Boga, to może zdarzyć się, że w sposób pogardliwy będziemy patrzeć na innych. którzy w naszej ocenie od tego Boga będą nieco dalej. Jakkolwiek kto nie był brudny, jak dalekiej krainy by nie wracał do Boga, nigdy nie patrzmy na niego w jakikolwiek pogardliwy sposób. Ojciec niebieski, Bóg Ojciec, ten kochający z tej przypowieści przygarnął tego strapionego w łachmanach, bosego, marnotrawnego młodszego syna, pomimo tego, że ten jeszcze pewnie wtedy śmierdział świniami. Warto o tej historii pamiętać. No i warto pamiętać, że ta cała historia to przede wszystkim kochający, miłujący, mądry ojciec. Biblia zachęca do tego, żeby naśladować Boga. Kto czytał kiedyś list do Efezjan, piąty rozdział, werset pierwszy, wie, że tam jest takie wezwanie, żebyśmy byli naśladowcami Boga. Biblia do tego zachęca. A jednym z takich najpiękniejszych fragmentów w Biblii pokazującym z jednej strony wzniosłość i szlachetność Boga, ale z drugiej jego postawę wobec tych, którzy są od niego niżej jest tekst z Księgi proroka, z księgi proroka Izajasza 57 rozdział werset 15. I chciałbym już ten tekst jako ostatni dziś odczytać. Prorok Izajasz 57 rozdział werset 15. Bo tak mówi ten najdostojniejszy i najwyższy, który mieszka w wieczności, a święte jest imię jego. Ja, który mieszkam na wysokości i na miejscu świętym, mieszkam i z tym, który jest skruszonego i uniżonego ducha, ożywiając ducha pokornych, ożywiając serce skruszonych. Kiedy patrzy się na ten wspaniały tekst proroka Izajasza, kiedy rozmyśla się nad tą piękną przypowieścią o synu marnotrawnym, albo inaczej o kochającym ojcu, to nie pozostaje nic innego jak nauczyć się innym przebaczać nawet najgorsze winy, ponieważ to nam przebaczono jeszcze gorsze rzeczy. I to tyle z tego dzisiejszego rozważania. Bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy dotrwali do końca i tak jak zapowiedziałem wcześniej, zapraszam teraz do tego, żeby zadawać pytania. Mamy teraz czas do tego, żeby nad pytaniami się zastanowić. Mam jak widzę już pierwsze pytania. Pytanie pierwsze z Facebooka, bo ogłoszenie o dzisiejszym spotkaniu było na Facebooku. Setki razy zadawano pytanie, gdzie był Bóg, gdy obozy koncentracyjne, obozy zagłady zabijały codzienne tysiące ludzi? Który ksiądz udzieli na to odpowiedzi, która nie będzie wykrętna? pytanie o obozy koncentracyjne, o zło w najróżniejszych formach, tych lżejszych, ale także tych takich skrajnych, jak właśnie to, co działo się w pierwszej połowie XX wieku tutaj w Europie, a także w Azji, jest pytaniem bardzo zasadnym i chcę powiedzieć, że wielu znanych biblistów i współczesnych, a także tych z przeszłości ma problem z odpowiedzią na to pytanie. Marcin Luther, którego bardzo cenię, bardzo lubię, do dzisiaj go pismami się zaczytuje, też miał problem z odpowiedzią na pytanie ogólnie dlaczego Bóg dozwolił na zło, dlaczego Bóg tolerował to zło, mógł na nie z góry, z nieba patrzeć i bezpośrednio w tych jego skrajnych wariantach nie interweniował i je przerywał. Sprawa jest bardziej złożona i problem pojawia się tak naprawdę wtedy, kiedy patrzymy na życie ludzkie i na historie, które w czasie tego życia się wydarzają. z perspektywy kilkudziesięciu lat doczesności. Wtedy rzeczywiście przychodzi na świat człowiek, często bardzo młody, jakieś dziecko w sposób niesprawiedliwy zachoruje albo znajdzie się w jakimś obozie tam jeszcze być może spotka jego jeszcze coś złego i umrze. I wtedy można powiedzieć, że Bóg jest istotą niesprawiedliwą, ponieważ dopuszcza na takie cierpienia, szczególnie wśród osób, które sobie na nie, jakbyśmy to powiedzieli dzisiaj, nie zapracowały. Natomiast sprawa jest, tak jak powiedziałem, poważniejsza, ponieważ idea, dozwolenie na zło zawiera w sobie bardzo poważną lekcję, z której kiedyś w przyszłości ma wyjść dobro. Przypominam sobie historię, która miała miejsce prawie równo 30 lat temu, kiedy po wypadku samochodowym znalazłem się w szpitalu i tam przez wiele miesięcy składano i łamano ponownie moje nogi, wyciągano je, żeby wydłużyć na wyciągu i w końcu po którymś tam razie uznano, że odpowiedni sposób kość udowa się wyciągnęła i należy zdjąć moją nogę z wyciągu i założyć na nią gips. Problem polegał na tym, że moja noga była zgięta w kolanie pod kątem 45 stopni i tak już od wielu, wielu tygodni, chyba nawet miesięcy. A żeby założyć gips, musiała być bardziej wyprostowana. Nie było innego sposobu, żeby to zrobić jak ten właśnie, żeby zadać mi ból. Ból, który pamiętam do dzisiaj był przeszywający na wskroś. Pomimo tego, że byłem zamknięty w takim pokoju w gipsowni, tam gdzie zakładano opatrunki gipsowe, to moje krzyki słyszeli wszyscy, którzy w tamtym czasie leżeli na oddziale ortopedycznym wałbrzyskiego miejskiego szpitala. Ja wtedy tego nie rozumiałem. Ja tylko pytałem, dlaczego ci ludzie, którzy ubrani są w lekarskie kitle zadają mi ból, nie wiedząc, że z tego bólu kiedyś w przyszłości wyjdzie jakieś błogosławieństwo, wyjdzie dobro. Dzięki temu do dzisiaj chodzę. Podobnie z lekcją dozwolenia na zło. Bóg stworzył człowieka jako istotę, która miała zdolność rozróżniania moralnego, czyli sumienie, rozróżnienia dobra i zła. Miał prawo wyboru dobra i zła, chociaż zła na początku bezpośrednio nie znał. Coś o tym złu, o idei zła słyszał od Boga, ale przede wszystkim nie posiadał w nim doświadczenia. I Bóg wiedział, że ktoś taki jak człowiek, pomimo tego, że był stworzony doskonałym, pomimo tego, że miał predyspozycję do tego, żeby wypracować sobie i skrystalizować szlachetny charakter, to w tej próbie, kiedy przyjdzie pokusa w postaci podpowiedzi do czegoś, żeby uczynić coś złego, to w tej próbie nie wytrwa i nie ma lepszego sposobu na to, jak udzielić człowiekowi, a przez człowieka rozumiem tu nie tylko Adama i Ewę, ale całą rodzinę ludzką do dzisiaj, że nie ma lepszej lepszego sposobu na to, żeby udzielić człowiekowi lekcji, do czego prowadzi samowola, niesłuchanie przykazań Bożych, słuchanie przeciwnika Bożego nie ma lepszego sposobu na nauczenie się do czego to prowadzi, jak właśnie dozwolenie zła. Bóg nigdy nie jest autorem zła, choć na zło, ale i tak w pewnej ograniczonej formie dopuszcza, a tylko po to, żeby czegoś nas nauczyć. cofa po prostu swój klosz, swojej opatrzności do pewnego stopnia, żebyśmy my jako rodzina ludzka potrafili wyciągnąć z tego odpowiednie lekcje. Ktoś powie, że te lekcje związane z Oświęcimiem, że to były zbyt drastyczne lekcje. Nam się może wydawać, że tak, ale jeszcze raz powtarzam, że ta lekcja, którą przeżyliśmy tutaj, czy przeżywamy tutaj w doświadczeniu ze złem, ma być lekcją, która ma wystarczyć na wieczność. Tak bardzo trwale ma się zapisać w naszej pamięci, w naszych szarych komórkach, żeby nigdy w przyszłości przez miliony, miliardy lat, kiedy będziemy żyć w królestwie Bożym, w co bardzo mocno wierzę i o co się staram, żeby nie przyszło nam do głowy, żeby znowu wypowiedzieć Bogu posłuszeństwo. Stąd lekcja dozwolenia zła. Ona wydaje się być, tak jak powiedziałem, bardzo drastyczna, ale ma być pomocną, ma pomóc nam kiedyś w przyszłości w osiągnięciu życia wiecznego. Tak, ja rozumiem tę sprawę. Oczywiście, jeśli ktoś w dalszym ciągu jest yyy zainteresowany tym tematem, jestem w stanie, jestem gotowy do tego, żeby na ten temat porozmawiać albo podesłać też odpowiednią literaturę. Dysponujemy taką y ulotką na ten temat, która w sposób zdecydowanie lepszy ode mnie tę sprawę tłumaczy. Mamy jeszcze bardzo mnie zainteresowała ta przypowieść. Drugie pytanie. Czy są jeszcze inne warstwy tej przypowieści? tak jak było wspomniane, że jest ona wielowarstwowa, gdzie można znaleźć więcej informacji na ten temat, może też temat innych przypowieści. No zasygnalizowałem to, ponieważ nie czułbym się dobrze, gdybym o tym nie powiedział, że przypowieści Pana Jezusa zdecydowanej większości, przynajmniej w takim zakresie, na ile ja je znam, są wielowarstwowe. Mówiliśmy sobie na samym początku, że nasza przypowieść poprzedzona była dwiema innymi przypowieściami w Ewangelii Łukasza w 15 rozdziale. Pierwsza to o pasterzu i stłucach, z których jedna zaginęła. powiedziałem, że w tej takiej podstawowej warstwie to jest o tym grzeszniku, który miał się nawrócić. Ale tak naprawdę drugą warstwą, która tam jest ukryta jest warstwa mówiąca o tym, że spośród wszystkich stworzeń jakie Bóg stworzył, a stworzył nie tylko ludzi, ale różne różnego rodzaju istoty duchowe, jedna z grup tych stworzeń ludzie mu właśnie zaginęli. I w tej takiej drugiej, bardziej głębokiej warcie ta przypowieść właśnie stanowi czy mówi o tym, o człowieku, który na jakiś czas od Boga odszedł, zgubił się, ale po pewnego rodzaju wysiłkach ze strony Boga do Boga powrócił. Druga z przypowieści, przypowieść o zagubionej srebrnej monecie, inne przekłady mówią o groszu, jest niczym innym jak w drugiej warstwie przypowieścią o pewnej zgubionej przez chrześcijaństwo doktrynie, czy też nauce biblijnej, nauce o restytucji, o przywróceniu wszystkich rzeczy. I podobnie ta nasza przypowieść ma jeszcze inne warstwy. I tak jak padło w pytaniu, żeby podać jakieś materiały na temat tej przypowieści, żeby bardziej głębiej ją wytłumaczyć, ja zobowiązuję się ze swojej strony, że pod ogłoszeniem na portalu społecznościowym o tym dzisiejszym spotkaniu pewnie wywiąże się tam później dyskusja, bo zwykle po tych naszych webinarach tak jest. Pod tym ogłoszeniem podeślę namiary, podeślę linki do innych materiałów, które w bardziej szczegółowy sposób tę przypowieść tłumaczą. Pytanie trzecie. Poczytałam trochę na temat tej epifanii, ale mam pytanie. Czy u was też tak jest, że nie wolno korzystać z dobrodziejst medycyny względem przetaczania krwi? No muszę tutaj bardziej głębiej zrobić wytłumaczenie. Portal Uwierz Bogu czy zespół uwierz Bogu składa się z ludzi wierzących, z ludzi poświęconych Bogu na służbę, którzy w Polsce są znani z tego, że są zrzeszeni w tak zwanym czy współpracują z tak zwanym świeckim ruchem misyjnym Epifania. A nas bardzo często mówią, że jesteśmy epifanistami, chociaż bardziej lubimy takie określenie znane w świecie jak badacze Pisma Świętego. I jako tacy nie mamy żadnego kreda wyznaniowego, które by nas do czegoś zmuszało albo czegoś by nam zabraniało poza bardzo podstawowymi naukami biblijnymi, które wprost bezpośrednio z Biblii biją. Nauka o Bogu, o Jezusie, o pokucie, o poświęceniu to jest nasze kredo wyznaniowe. To są teksty, które wprost w Biblii mówią. Natomiast jeśli idzie o przetaczanie krwi, prawdopodobnie osoba pytająca nawiązuje do tego, co praktykują i w co wierzą gorąco nasi bracia Świadkowie Jehowy. Ja osobiście mogę za siebie powiedzieć i myślę, że to jest zdanie zdecydowanej większości naszych braci ze świeckiego ruchu misyjnego Epifania. Uważam, że w przypadku potrzeby ratowania życia taki zabieg nazywany transfuzją jest jak najbardziej wskazany i pożyteczny i powinien zostać zastosowany. Nie uważam, by te starotestamentowe zakazy krwi mówiące o tym, żeby krwi nie spożywać odnosiły się do transfuzji, takiej transfuzji, w jakiej dzisiaj, z jakiej dzisiaj korzysta medycyna. Takie jest moje zdanie na ten temat. Wydaje się, że nie ma na tę chwilę więcej pytań, dlatego ja jeszcze raz przypomnę o tych bardzo ważnych dla nas rzeczach. Przede wszystkim o tym, że w dalszym ciągu można zamawiać bezpłatnie wysyłkę drukowaną wersję książki pod tytułem Boski plan wieków. To jest bardzo solidna publikacja. To wydanie jest bardzo mocne, bo to jest jeszcze takie nie klejone, ale szyte w bardzo twardej, solidnej oprawie. Można przynajmniej kilkadziesiąt razy tę książkę przeczytać i wcale jej to nie zaszkodzi. I tutaj na blisko 400 stronach znajdujemy klucz do Biblii. Podstawowe, ale solidnie udokumentowane i udowodnione wytłumaczenie boskiego planu. Można też tę książkę, tak jak powiedziałem, ściągnąć z naszej strony internetowej. Link prawdopodobnie znajduje się poniżej takiego tego okienka, w którym z którego widać moją postać. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym dziś powiedzieć przy okazji tego spotkania. mianowicie, że kolejne nasze spotkanie odbędzie się dopiero we wrześniu. Mamy ze względu na wyjazdy wakacyjne pewnego rodzaju spotkania, które organizujemy w Polsce, przerwę wakacyjną, ale pod koniec września ruszymy i jak się wydaje ze zdwojoną mocą i prawdopodobnie uda nam się takie spotkania przeprowadzać już nie raz, ale dwa razy w miesiącu. Jeśli nie ma już więcej pytań, chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim za obecność i udział w dzisiejszym spotkaniu. Nie powiedziałem o tym na początku, ale prawdopodobnie w innych miejscach Polski jest podobnie gorąco jak u nas. Dziś łączymy się z państwem z Wielkopolski, prawie z Poznania i w pomieszczeniu, w którym się znajduje, jest troszeczkę chłodniej, ale na zewnątrz jest pomimo tego, że jest już prawie godzina 19:00, prawie 40 stopni. Więc jeśli ktoś zrezygnował z jeziora, z rzeki, z morza i przyszedł przed komputer, przed smartfon, przed tablet po to, żeby posłuchać coś ze słowa Bożego, to wyrażam wielkie uznanie. Jeszcze raz bardzo dziękuję. Do zobaczenia, do usłyszenia we wrześniu. Ah.
