Co Biblia mówi o... Pierwszej Komunii | WIDEOKONFERENCJA [#37]
Słuchaj jako podcast
Pobierz MP3Co Biblia mówi o Pierwszej Komunii Świętej?
Maj w Polsce to miesiąc nierozerwalnie związany z uroczystościami Pierwszej Komunii Świętej. Odświętnie ubrane dzieci, rodzinne przyjęcia i uroczyste nabożeństwa – to obrazy dobrze znane większości Polaków. Ale czy kiedykolwiek zatrzymałeś się, by zapytać: co tak naprawdę Biblia mówi o tej uroczystości?
W tym webinarium Wojciech Opołkowski – człowiek wychowany w duchu Kościoła katolickiego, który sam przystąpił do Pierwszej Komunii – zaprasza do rzetelnego i szczerego poszukiwania odpowiedzi w Piśmie Świętym.
Trzy kluczowe pytania
Podczas spotkania prowadzący poszukuje biblijnych odpowiedzi na trzy fundamentalne pytania:
- Czym była Ostatnia Wieczerza, na którą powołują się dziś chrześcijanie?
- Kto był na nią zaproszony i co to oznacza dla nas dzisiaj?
- Jak często powinno się ją uroczyście wspominać?
Co znajdziesz w tym webinarium?
Wojciech Opołkowski sięga zarówno do oficjalnych dokumentów Kościoła katolickiego – Katechizmu Kościoła Katolickiego oraz postanowień Soboru Trydenckiego – jak i do Pisma Świętego, by uczciwie zestawić ze sobą oba źródła.
Omawiane są m.in.:
- Nauka o transsubstancjacji (przeistoczeniu) i jej podstawy teologiczne
- Fragment z Ewangelii Łukasza 22:19 – słowa ustanowienia Wieczerzy Pańskiej
- Słynny 6. rozdział Ewangelii Jana i słowa Jezusa o chlebie życia
- Pytanie o to, czy Wieczerza Pańska jest symbolem czy rzeczywistością
- Biblijne spojrzenie na to, kto, kiedy i w jaki sposób powinien uczestniczyć w tym obrzędzie
Dla kogo jest to webinarium?
To spotkanie jest skierowane do wszystkich, którzy:
- chcą lepiej rozumieć Biblię i jej nauczanie na temat sakramentów
- zastanawiają się nad sensem i istotą Pierwszej Komunii
- pragną zestawić tradycję religijną z nauczaniem Pisma Świętego
- szukają odpowiedzi bez uprzedzeń – z otwartym sercem i umysłem
Prowadzący wyraźnie zaznacza: celem spotkania nie jest ranienie czy osądzanie, lecz zainspirowanie do refleksji nad istotą uroczystości, która dla milionów ludzi ma głębokie znaczenie duchowe.
Obejrzyj webinarium i sam oceń, co na ten temat mówi Słowo Boże.
Bardzo serdecznie witam wszystkich internautów, wszystkich tych, którzy na żywo oglądają naszą transmisję, a także tych, którzy po czasie będą również z niej korzystać. Ja nazywam się Wojciech Opołkowski. Mam 47 lat. Od ponad 20 mieszkam w Poznaniu, a blisko 30 lat czytam Biblię, Słowo Boże. Urodziłem się, tak jak powiedziałem, ponad 47 lat temu w Wałbrzychu i byłem wychowywany w duchu Kościoła Powszechnego. Kiedy miałem 9 lat brałem udział w uroczystości pierwszej komunii Świętej. Doskonale pamiętam nie tylko ten dzień, ale cały rok, rok przygotowań do tej uroczystości. Pamiętam przychodzenie do kościoła, nauki, pamiętam biały tydzień i pamiętam dokładnie ten dzień, ponieważ było to dla mnie wtedy jeszcze dość młodego człowieka ogromne wydarzenie. Dziś moja córka Iga też ma 9 lat i pomimo tego, że wiedzy religijnej na temat Boga, Biblii, Jezusa, apostołów ma znacznie więcej niż ja wtedy, ona nie pójdzie do pierwszej komunii. Dlaczego tak się stanie? Właśnie o tym dzisiaj chciałbym wam wszystkim opowiedzieć. Z góry zaznaczam, że ten temat nie jest przygotowany po to, żeby kogokolwiek urazić, dotknąć. Bardziej przygotowałem go z potrzeby serca. Po to, żeby zainspirować wszystkich tych, którzy będą z tego korzystać. przede wszystkim moich przyjaciół, których zaprosiłem na to dzisiejsze spotkanie do tego, żeby zastanowilić się nad istotą, nad celem tej uroczystości, która od wielu już wielu lat jest tak mocno podkreślana i tak z wielkim autorytetem, z wielką, z wielkim szumem celebrowana co roku w kościołach, szczególnie w maju w naszym kraju. Przebieg naszego spotkania nie będzie odbiegu od tego, jak miało to zwykle miejsce do tej pory. Będzie ono składało się z dwóch części. Po pierwsze, przez pierwsze około 30 minut ja będę dzielił się tym, co przygotowałem. W drugiej zaś części będzie czas na zadawanie pytań. Przy czym dziś pojawił się pewien techniczny problem, zepsuł się nam czat na naszej stronie, dlatego można próbować kontaktować się z nami na inne sposoby, zadawać pytanie za pośrednictwem Facebooka. Można też korzystać z maila kontakt@ubierzbogu.pl. Do wszystkich tych, którzy być może rozłączą się w trakcie trwania tej transmisji, chciałbym przesłać taką oto myśl, że u dołu strony, pod okienkiem, w której widać moją postać, można pobrać bardzo wartościową książkę pod tytułem Boski plan wieków. Bardzo polecam lekturę tej książki, a jeśli ktoś nie lubi korzystać z wersji elektronicznych, to tam na dole istnieje również możliwość zapisania się i poproszenia o bezpłatną wysyłkę papierowej wersji takiej oto książki. Dziś będę dużo cytował. Będę cytował przede wszystkim Biblii, z Biblii, ze słowa Bożego, z Pisma Świętego, ale korzystać też będę z ogólnie dostępnej encyklopedii internetowej, a także z wielu innych książek, z katechizmu i różnych dokumentów, oficjalnych dokumentów Kościoła Powszechnego. Dlatego przygotowałem sobie taką pomoc w postaci tabletu, żeby nie brać ze sobą na to dzisiejsze spotkanie dużego stosu różnych ksiąg. Czym jest dla człowieka pierwsza komunia? I chcę od razu zaznaczyć, że będę ją rozpatrywał przez pryzmat osób, dla których jest to wielkie religijne wydarzenie. Nie będę mówić tutaj o ludziach, którzy biorą udział w tej uroczystości czy wysyłają swoje dziecko na tę uroczystość z tego powodu, że tak wypada albo czy tylko dlatego, że jest taka tradycja. Będę patrzył na to przez pryzmat osoby bieżącej, zaangażowanej. Sam kiedyś miałem 9 lat. Pamiętam doskonale ten czas i sam do pierwszej komunii przystępowałem. Pamiętam ten rok bardzo dokładnie, bo to był bardzo trudny dla mnie rok. To był 1982 rok, maj. A kilka miesięcy przed pierwszą komunią, z 13 stycznia 1982 roku, a więc równo miesiąc po wprowadzeniu stanu wojennego, miałem bardzo poważny wypadek samochodowy. Cudem uniknąłem śmierci. Pamiętam, że wiele osób z mojej klasy, także z tej klasy, z salki katechetycznej, z religii, moja pani katechetka się za mną bardzo modlili, żebym nie umarł, żebym wyzdrowiał. Pomimo tego, że jakoś się z tego wtedy wylizałem, to po mimo upływu blisko pół roku do pierwszej komunii przystępowałem o kulach. Tak naprawdę do tej pierwszej komunii przygotowywałem się znacznie wcześniej niż rok przed nią, bo w domu rodzinnym na ścianach naszego głównego pokoju takiego jadalnego, gdzie również był przyjmowany ksiądz pokolędzie, wisiały bardzo popularne, wtedy powszechne obrazy przedstawiające ostatnio wieczerze, czyli Pana Jezusa i apostołów z podpisami. To jest pamiątka pierwszej komunii świętej i tu było imię i nazwisko mojego taty, mojej mamy, mojego starszego brata. I kiedy pytałem co to jest, to wtedy jeszcze bardzo małemu człowiekowi tłumaczono, że to jest pamiątka wielkiego wydarzenia, kiedy człowiek może przyjąć do swojego serca Pana Jezusa. I w końcu ja doczekałem tej chwili. Pamiętam doskonale biały tydzień. Pamiętam doskonale ten dzień, uroczyste nabożeństwa, także przyjęcie w domu. Choć przyznaję, że przeżyć religijnych, na które się tak bardzo wtedy nastawiłem, za bardzo nie odczułem. Czym jest pierwsza komunia święta według definicji? I posłużę się tutaj definicją encyklopedyczną, dlatego że wydaje się ona być napisana bardziej zrozumiałym dla przeciętnego człowieka językiem niż jakaś definicja z książki typowo religijnej, z katechizmu czy też z dokumentu oficjalnego kościoła. Wikipedia mówi nam tak. Pierwsza komunia święta to uroczystość katolicka, w której podczas mszy świętej wierni po raz pierwszy przyjmują Eucharystię, czyli zgodnie z wyznawaną przez siebie wiarą prawdziwe ciało i krew Chrystusa. Jeszcze raz to podkreślam. Prawdziwe ciało i krew Chrystusa pod postacią chleba. Do pierwszej komunii świętej Kościół dopuszcza wiernych, którzy znają podstawowe zasady wiary i rozumieją dokonującą się na mszy świętej transsubstancję, czyli przemienienie. Pierwsza komunia święta jest ważnym wydarzeniem nie tylko dla przyjmujących i ich rodzin, lecz również dla całej wspólnoty parafialnej. W Polsce wiek przyjęcia pierwszej komunii świętej jest obecnie ustalony na trzecią klasę szkoły podstawowej. Istnieje także możliwość dopuszczenia do Komunii Świętej dzieci młodszych. Święty Jan Paweł II pochwalał ten zwyczaj. Dzieci do tego dnia przygotowują się cały rok. W coraz większej liczbie parafii prowadzi się także program formacji duchowej rodziców tych dzieci. Zwykle przez świeckich katechistów przygotowywanych do tego zadania w szkole katechistów. W dniu uroczystości komunijnej dzieci ubrane są bardzo elegancko. Przed pierwszą komunią wymagana jest spowiedź dziecka. Wymagana jest zawsze spowiedź dziecka. Tyle definicji encyklopedycznej. I jak pewnie państwo zauważyliście specjalnie z emfazą podkreślałem pewne istotne fragmenty tej definicji, ponieważ padają tutaj takie stwierdzenia jak prawdziwe ciało i krew Chrystusa pod postacią chleba. I mowa jest o pewnego rodzaju przeistoczeniu, przemianie. Wróćmy do tego, posługując się już tym razem oficjalnym dokumentem Kościoła powszechnego, katechizmem Kościoła katolickiego, gdzie w punkcie 1376 o tej przemianie możemy przeczytać tak: "Sobór trydencki streszcza wiarę katolicką nauczając, ponieważ Chrystus nasz odkupiciel powiedział, że to co podawał pod postacią chleba jest prawdziwe jego ciałem, przeżwsze było w kościele Bożym to przekonanie, które święty Sobór wyraża dzisiaj na nowo, że przez konsekrację chleba i wina, czyli poprzez poświęcenie chleba i wina, bo konsekracja to znaczy poświęcenia, poświęcenie, dokonuje się przemiana całej substancji chleba w substancję ciała Chrystusa Pana naszego i całej substancji wina w substancję jego krwi. Święty Kościół katolicki słusznie i właściwie nazwał tę przemianę przeistoczeniem. Jeszcze raz powtarzam, ponieważ Chrystus, nasz odkupiciel powiedział, że to co podawał pod postacią chleba jest prawdziwe jego ciałem. Jest odwołanie do jakiejś wcześniejszej wypowiedzi z Ewangelii, wypowiedzi Pana Jezusa, że on powiedział, że to coś jest prawdziwie jego ciałem. Bardzo proszę, żebyście państwo zapamiętali ten zwrot. To jest rzeczywiście fragment wypowiedzi z Ewangelii, ponieważ później będę chciał do niego nawiązać. No ale padają tutaj takie sformułowania, które trudne są do zrozumienia. Już nie powiem, że przez dziewięcioletnie dziecko, ale nawet przez dorosłego, dojrzałego mężczyznę. Przemiana, kawałek chleba, kawałek wina, w krew i w kawałek ciała, czyli mięsa. Coś tu jest nie tak. Jak to, jak to zbadać? Jak to zmierzyć? Coś tu się kłóci z naszą logiką. Gdyby ktoś jeszcze wątpił, to kolejny punkt czy artykuł z nie z kodeksu, tylko z katechizmu Kościoła katolickiego. Tym razem jest to punkt 1381. Obecność prawdziwego ciała Chrystusowego i prawdziwej krwi w tym sakramencie, jak mówi święty Tomasz, można pojąć nie zmysłami, lecz jedynie przez wiarę, którą opiera się na autorytecie Bożym. Czyli nie można tego zbadać zmysłami. No w tym wypadku najłatwiej zmysłem smaku. Nie, nie da się tego tak zrobić, tylko trzeba polegać na autorytecie bożym. Stąd odnośnie do słów świętego Łukasza, to jest z Ewangelii 2219, to jest ciało moje, które za was będzie wydane. I tu chciałbym prosić, żebyście państwo też zapamiętali tę wypowiedź, bo też do niej wrócimy. Święty Cyryl nawiązaniu do tej Ewangelii mówi: "Nie powątpiewaj, czy to prawda, lecz raczej przyjmij z wiarą słowa Zbawiciela, ponieważ on, który jest prawdą, nie kłamie". Jest to ciekawe pod tym punktem 1381 katechizmu Kościoła katolickiego. A ten katechizm jest ogólnie dostępny nie tylko w postaci papierowej, ale za darmo można go oglądać w internecie. Jakoby na dowód jeszcze tego stwierdzenia znajduje się krótki wierszyk. Ja jedną zwrotkę tego wiersza tutaj sobie przepisałem. Będę chciał się nią podzielić. Mylą się, o Boże, w tobie wzrok i smak. Kto się im poddaje, temu wiary brak. Ja jedynie wierzyć chcę twojej nauce, że w postaci chleba utaiłeś się. Czyli jeśli chcesz podchodzić do tych spraw, do tej przemiany na podstawie zmysłu smaku czy też wzroku czy powolonienia, tak naprawdę się mylisz. Musisz wierzyć i koniec. A gdyby jeszcze ktoś chciał powątpiewać, a wiem, że jest wielu takich katolików, którzy mówią: "To nie jest prawdziwe ciało, to nie jest prawdziwa krew". Tak naprawdę to są symbole. To nawet wśród moich przyjaciół wierzących, praktykujących katolików często pojawia się taki pogląd. Więc jeśli ktoś chciałby jeszcze poddawać wątpliwość, takie sformułowanie, że jest to prawdziwe ciało i prawdziwa krew, mówiąc, że to bardziej chodzi o symbole, do takich powinny przemówić słowa z oficjalnego dokumentu, nic innego jak Rada Trentu, to z Soboru Trydenckiego, z sesji 13 o Najświętszym Sakramencie Eucharystii. Padają tu bardzo mocne sformułowania. Kanon pierwszy. Jeśli ktoś zaprzeczy, że w Sakramencie Najświętszej Eucharystii są prawdziwe ciało, zawarte ciało i krew wraz z duszą i boskością naszego Pana Jezusa Chrystusa, a w konsekwencji całego Chrystusa, jeśli mówimy, że jest to tylko symbolem, czy też znakiem lub podptacią lub cnotą, czyli jakaś symbolika tylko, a nie rzeczywistość, to niech ktoś taki będzie przeklęty. Tak mówi punkt pierwszy. A teraz punkt drugi. Jeśli ktoś mówi, że w tym poświęconym i świętym sakramencie Eucharystii substancja chleba i wina złączone z ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa, a zaprzecza tej cudownej i wyjątkowej przemianie wina w krew, tylko pozostałością wina i chleba, której przemianę Kościół katolicki zgręcznie nazywa transsubstantacją, przeistoczeniem, niech będzie przeklęty. Czyli jeśli ktoś w jakiś sposób neguje to, że tam pozostał chleb, pozostała i mówi, że pozostał chleb, pozostało wino, nie ma ciała i krwi, niech będzie wyłączone ze wspólnoty wiernych. Te stwierdzenia są bardzo mocne. I ostatni z tej grupy cytatów też bardzo ważny, bo tak naprawdę po co jest msza? Otóż według oficjalnej doktryny Kościoła powszechnego jest to ofiara przebłagalna. Znowu katechizm Kościoła katolickiego, punkt 1367. Ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedną ofiarą. Czyli to nie jest jakaś nowa ofiara, to jest ta sama, tylko jak gdyby ponowiona. Jedna i ta sama jest bowiem Hostia, ten sam ofiarujący, obecnie przez posługę kapłanów, który wówczas ofiarował siebie na krzyżu, a tylko sposób ofiarowania jest inny. A skoro w tej boskiej ofierze dokonującej się we wszy mszy świętej jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy, ofiara ta jest naprawdę ofiarą przebłagalną. No drodzy państwo, mam nadzieję, że po tej grupie cytatów macie już państwo obraz na temat tego, jak w Kościele Powszechnym, przynajmniej w bardzo wielkim skrócie, bo tak naprawdę tylko dotykamy tego tematu, prześlizgujemy się po nim, powinna być rozumiana Eucharystia. A pierwsza komunia święta to jest nic innego jak pierwszy raz w życiu pełny udział w Eucharystii, w mszy świętej. Jak zasadność takiego porozumowania, takiego podejścia do tych rzeczy, które ustanowił kiedyś Pan Jezus, takiego rozumienia tych rzeczy, dowodzi się w Kościele powszechnym. Są takie dwa filary dowodów. Pierwszy z nich to tradycja. W Kościele powszechnym tradycja, czyli dokumenty soborowe, oficjalne pisma kościelne, czy też autorytet ojców kościoła jest stawiany na równi z autorytetem Pisma Świętego, to jest Biblii. Po drugie zaś, drugą grupą dowodów są dowody z Pisma Świętego. W Kościele Powszechnym też powołuje się na Pismo Święte, też czyta się Biblię i tu są dwa już wcześniej jak gdyby przytoczone fragmenty Biblii. Ja je teraz odczytam, zasygnalizuję, nieco później je skomentujemy. Pierwszy z nich to fragment z Ewangelii Łukasza z 22 rozdziału, werset 19. Znany wszystkim fragment z tak zwanej ostatniej wieczerzy. Ewangelia świętego Łukasza 22 rozdział werset 19. I wziąwszy chleb i podziękowszy łamał i dawał im, mówiąc: To jest ciało moje, które się za was daje. To czyńcie na pamiątkę moją. I to słowo jest jest szczególnie podkreślane. To jest ciało moje. Tak mówią katolicy. Tak mówią oficjalnie teolodzy Kościoła Powszechnego. A drugi tekst biblijny, który ma dowodzić takiego zrozumienia tej uroczystości, pochodzi z Ewangelii Jana. Tak właściwie należałoby przeanalizować cały szósty rozdział i my to zrobimy w wielkim skrócie nieco później Ewangelii Jana. Ale ja teraz powołam się tylko na jeden werset. Ewangelia Jana szósty rozdział werset 50. Piąty słowa Pana Jezusa. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. I to jest druga grupa dowodów, które mają dowodzić takiego rozumienia tych rzeczy, które kiedyś w przeszłości sugerował, zdawał się nakazywać czynić Pan Jezus. A co na ten temat mówi Biblia rzeczywiście? Otóż drodzy państwo, chciałbym zacząć od takiego wyraz wyraźnego stwierdzenia Biblii, która mówi przede wszystkim sama o sobie. W drugim liście do Tymoteusza w trzecim rozdziale wersety 16 i 17 mamy zapisane piękne słowa, na które chciałbym się teraz powołać. Drugi list apostoła Pawła do Tymoteusza trzeci rozdział wersety 16 i 17. Tutaj apostoł Paweł mówi tak: "Całe pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, do czterech rzeczy. I jeszcze w wersecie 17, aby człowiek Boży był doskonały i do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany". Na podstawie tego tylko tekstu wnioskuję, jestem w stanie to powiedzieć z całą mocą i z całym autorytetem, że nie ma sensu czegokolwiek do Biblii dodawać. Uzupełnianie Biblii tradycją, na którą składają się dokumenty soborowe, pisma ojców Kościoła, wypowiedzi ojca ojców kościoła, nie mają, nie ma tu żadnego sensu. A mówię to dlatego chociażby, że bardzo często tradycja jest czy bywa sprzeczna sama z sobą. Ojcowie kościoła często sobie zaprzeczali, podobnie zresztą jak oficjalne dokumenty soborów. Na tej podstawie mówię, że sama Biblia tylko wystarczy, żeby udowodniać wszystko to, co człowiek powinien wierzyć, a także do tego, żeby w tej wierze wzrastać, czyli owocować, przynosić owoce Ducha Świętego, czyli prowadzić dobre, pobożne życie, korygować swoje błędy i starać się czynić coraz lepiej. Ja nie neguję roli nauczycieli w życiu chrześcijańskim. Uważam, że Bóg posługuje się bardzo często swoimi specjalnymi nauczycielami, ale nie do tego, żeby to na ich autorytecie budować jakąś wiedzę. Rolą nauczycieli jest pokazywaniem palcem na miejsca w Biblii, które to my poprzez swoje zrozumienie, swoje odczytywanie swojego Ducha Świętego, które w sobie mamy, byśmy przyjmowali te nauki, badali, sprawdzali, czy są zgodne z prawdą, bo to my jesteśmy i my będziemy odpowiedzialni przed Bogiem i przed Panem Jezusem za nasze chrześcijańskie życie. Nikt nie będzie odpowiedzialny za nasze zbawienie, choćby to nawet był bardzo dobry człowiek, bardzo wysoki autorytet. sami kiedyś zdamy przed Bogiem sprawę z tego, jak tu żyliśmy i w co wierzyliśmy. A więc kiedy już uporałem się yyy z tym, że jedną z podstaw naszego wierzenia powinny być pisma pochodzące z tradycji, z ojców kościoła, z dokumentów soborowych, chciałbym teraz już stricte zacząć odpowiadać na pytanie, dlaczego moja córka, która w tym roku kończy 9 lat, nie pójdzie do pierwszej komunii. Mam nadzieję, że nie zrobi tego nigdy, nawet wtedy, kiedy będzie osobą dorosłą, będzie sama za siebie decydować. No chciałbym uderzyć w trzy takie przynajmniej punkty, które najbardziej mnie dotykają. A pierwszy z nich to no sama istota tej uroczystości, Eucharystii, czyli mszy świętej, czyli ta przemiana, transsubstancjacja. Czy to jest rzeczywiście, czy to staje się, ten kawałek chleba, tego opłatka i i kielich wina stają się rzeczywistym ciałem i rzeczywistą krwią Pana Jezusa. Chciałbym powołać się na te same dowody. Oczywiście nie z ojców kościoła, ale z Pisma Świętego, na którą powołują się bracia katolicy z Kościoła powszechnego i spróbować je odczytać w nieco inny sposób. Wróćmy do Ewangelii Jana do szóstego rozdziału. I oczywiście gdyby czytać wyrywkowo tylko ten 55 werset to można by próbować budować taką naukę jak rozumiane to jest w kościele powszechnym. Ale ja chciałbym zaproponować analizę całego tego rozdziału. Moja Biblia ma podtytuły przed każdą grupą, większą grupą myśli i szósty rozdział rozpoczyna się takim podtytułem nakarmieniu nakarmienie 5000. Otóż drodzy państwo, rzeczywiście na początku szóstego rozdziału zapisana jest taka historia, że w czasie podróży, takiej kaznodziejskiej podróży Pana Jezusa, jego apostołów, zaczęły wokół niego zbierać się coraz to większe tłumy. I Pan Jezus, chociaż to nie był główny cel jego misji, ulitowawszy się nad tym, że ci ludzie od pewnego czasu za nim chodzą, prawdopodobnie są głodni, nie mają dostępu do pożywienia, skorzystał ze swojej mocy, rozmnożył w cudowny sposób chleb, rozmnożył ryby i nakarmił kilka tysięcy ludzi. Mowa jest o 5000 mężczyzn. Pewnie były tam jeszcze kobiety, były jeszcze dzieci. Czyli w cudowny sposób nakarmił wielką rzeszę ludzi. No ale jak to z tymi ludźmi bywa? Okazało się, że zaczęli w dalszym ciągu chodzić za Panem Jezusem, nie przykładając w ogóle wagi do tych treści duchowych, którymi się z nimi dzielił, tylko licząc na to, że będzie zaraz jakiś kolejny cud. Nie jakiś tam obojętnie jaki cud, ale cud, który spowoduje, że znowu zapełnią się ich żołądki. I Pan Jezus, a to był przecież ktoś, kto znał doskonale zamysły serc, w pewnym momencie powiedział im to wprost. Werset 26, sz rozdział Ewangelii Jana, werset 26. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, nie dlatego, że spodziewacie się, że Mesjasz będzie czynił cuda, to nie dlatego mnie szukacie, to to nie jest tak prawdziwy powód, ale dlatego, że jedliście chleb i się nasyciliście. I to jest prawdziwy powód tego, że chodzicie za mną. Jeśli tak jest, to to nie ma sensu. Pan Jezus powiedział wprost, a nawet ciągnąc, kontynuując tę myśl, zaczął przechodzić do sedna. Werset 27. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który ginie, czyli nie o ten chleb, o te ryby, które tak naprawdę przedłużają życie ludzkie o kilka dni, kilka tygodni, kilka miesięcy, maksymalnie ileś tam lat, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, którym wam da Syn Człowieczy. Na nim bowiem położył Bóg Ojciec swoją pieczęć. Czyli Pan Jezus zaczął przechodzić z litery, z materii do ducha, do symbolu. Zaczął mówić, że korzystając z tego, że oni byli głodni, ciągle o tym jedzeniu mówili, ciągle o tym jedzeniu zaczął mówić na przykładzie tego jedzenia o sprawach duchowych, tylko o takich, które są niezniszczalne, prowadzą do wieczności. I zaczął zachęcać ich do wiary. Zabiegajcie o taki lepszy pokarm. Wersety 28 i 29 bardzo wyraźnie to potwierdzają. Rzekli więc do niego: "To co mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże?" Odpowiedział im Jezus i rzekł: "O co tak naprawdę mu chodziło, kiedy mówił o tym pokarmie, już nie cielesnym, ale o tym duchowym. To jest dzieło Boże." Cały czas mówię, że to w nawiązaniu do jedzenia Pan Jezus mówił. To jest dzieło Boże. Wierzyć w tego, którego on posłał, czyli wierzcie we mnie. To jest to ten pokarm, który prowadzi do wieczności, a nie tutaj na ziemi przedłuża tylko życie o jakiś krótki czas. zaczyna tłumaczyć, co to znaczy wierzyć. Od tego momentu zaczyna tłumaczyć, co to znaczy wierzyć. Ale cały czas Pan Jezus posługuje się tym, że oni byli głodni, że chciał im się jeść i używa tej analogii do pokarmu cielesnego, że symboliczne jedzenie to jest nic innego jak wiara w niego, w jego misję, w to, że został posłany przez swojego ojca, przez Pana Boga z nieba tutaj na ziemi, że to daje życie. I cały czas w taki sposób Pan Jezus im to tłumaczył. Mówił o sobie w ten sposób, że jest pokarmem. Chociaż oni po ludzku cały czas mając na uwadze swoje żołądki, które co jakiś czas wymagały napełnienia, zaczęli myśleć, że Pan Jezus mówi o kanibalizmie, o rzeczy, która była i w moralności ludzkiej, w DNA ludzkiej wpisana, ale przede wszystkim w zakonie mojżeszowym zapisana jako no straszne przestępstwo, które godne było ukamieniowania. Oni się tym wszystkim zgorszyli. Nie zrozumieli tego, że Pan Jezus mówił nie o materii, nie o ciele, tylko o duchu, o symbolu. I sobie poszli. I kiedy więc sobie poszli, zostali tylko najbliżsi przy Panu Jezusie, Jezus zaczął to tłumaczyć. I zobaczmy werset 63. Słowa Pana Jezusa. 62 i 63. Cóż dopiero gdy użycie syna człowieczego wstępującego tam gdzie był najpierw i teraz 63, który nawiązuje do tych wypowiedzi o jedzeniu ciała, piciu krwi. Duch ożywia, ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem, czyli to co mówiłem przed chwilą, słowa, które powiedziałem do was są duchem i żywotem. Czyli nie chodzi o te materialne, doczesne rzeczy, tylko o sprawy duchowe. I kiedy w końcu nieco później zapytał 12 najbliższych swoich uczniów, czy oni chcą od niego odejść w obliczu tego wszystkiego, co się stało, tego wielkiego zgorszenia, odpowiedzieli, a właściwie to nie odpowiedzieli tak, jak należałoby wnioskować. Dobrze Panie Jezu, jakoś będziemy jedli to twoje ciało, pili tą krew, chociaż napawa nas to obrzydzeniem i dzisiaj tego nie rozumiemy. Nie odpowiedzieli, bo on w ten sposób, bo oni zrozumieli ducha tej wypowiedzi. Zrozumieli, że tam jest mowa o symbolach, bo jak odpowiedzieli na pytanie Jezusa, czy też chcą odejść? Wersety od 67 do 69. Wtedy Jezus rzekł do 12: Czyli wy chcecie odejść? Odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego, a myśmy uwierzyli. A przypominam, że cały czas Pan Jezus mówił o wierze w niego jako o spożywaniu tego ciała, symbolicznego ciała. A myśmy uwierzyli i poznali, że Tyś jest Chrystusem, synem Boga żywego. Tak doskonale zrozumieli to wtedy apostołowie, że mowa była o symbolach, a nie o literze, nie o rzeczywistym ciele i krwi Pana Jezusa. Zresztą Biblia bardzo często używa takiego symbolicznego języka, tylko trzeba to znaleźć. Bardzo ciekawa jest wypowiedź apostoła Pawła z pierwszego listu do Koryntian. To jest mowa o tym symbolicznym jedzeniu, które wydaje się nawiązywać do literalnego, ale tak naprawdę ważniejszy jest symbol. Pierwszy list do Koryntian, 10 rozdział. Pierwszy list do Koryntian, 10 rozdział. Ostrzeżenie wynikające z dziejów Izraela. Taki podtytuł znajduje się w mojej Biblii i pierwsze cztery wersety. A chcę bracie, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli i wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu. I teraz ważne. I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli. A przecież jedli mannę, a wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli. I wszyscy ten sam napój jaki duchowy pili. Pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Choć rzeczywiście w tej historii jest nawiązanie do literalnego jedzenia, literalnego chleba, który spadał z nieba, czyli manny, jest tu nawiązanie do literalnego picia, literalnej wody, która wytrysnęła ze skały, ale mowa jest przede wszystkim o duchowym jedzeniu, duchowego jedzenia i duchowym piciu duchowego napoju i o duchowej skale, która nazwana jest tutaj Chrystusem. A więc w szóstym rozdziale Ewangelii Jana Pan Jezus nie wzywał do kanibalizmu. Trzeba to bardzo wyraźnie powiedzieć. Obcy nie zrozumieli i sobie poszli, ale apostołowie to doskonale zrozumieli i wyznali to, że jedzą, zaczynają jeść. Czyli uwierzyli, że ty jesteś Chrystusem, synem Boga żywego. I to pierwszy dowód czy pierwsza grupa dowodów poruszanych przez braci katolików z Kościoła Powszechnego. A teraz przejdźmy do drugiej grupy. To zapis z ostatniej wieczerzy. Te zapisy znajdują się w Ewangelii synoptyczne, w Ewangelii Mateusza Marka. Ja tu chciałbym się powołać na Ewangelię Łukasza, ponieważ w katechizmie też do Ewangelii Łukasza 22 rozdziału było odniesienie. Jeszcze raz przeczytam 22 rozdział werset 19. I wziąwszy chleb i podziękowawszy łamał i dawał im mówiąc: To jest specjalnie podkreślam to słowo, to jest ciało moje, które się za was daje. To czyńcie na pamiątkę moją. No i nasi drodzy bracia katolicy, szczególnie nauczyciele tego kościoła, teologowie mówią: "Tak, tu nie ma o czym dyskutować, nie ma czego tu dorabiać, bo jeśli Pan Jezus mówi, że to jest ciało moje, no to było jego ciało. Czegokolwiek byśmy do tego nie dopowiadali, to jest tylko ludzkie gadanie. Jeśli tak Pan Jezus powiedział, na tym powinno się poprzestać i tylko powiedzieć amen." No i ja, szanowni panie państwo, z takim twierdzeniem się kategorycznie nie zgadzam. Otóż jeśli ktoś się bardzo upiera przy tej argumentacji i w taki sposób właśnie argumentuje, że jeśli Pan Jezus mówi, że coś jest, to tak jest i nie ma tutaj pola do dyskusji, to objawia w ten sposób braki znajomości słowa Bożego. Bo biblia tego stwierdzenia jest używa w wielu miejscach też dla podkreślenia pewnego rodzaju symboliki. Chciałbym zwrócić państwa uwagę na Ewangelię Jana. Dzisiaj żeśmy się już do niej odwoływali, ale tym razem na 15 rozdział wersety czwarty i pierwszy. W mojej Biblii jest taki podtytuł: "Krzewy winny i latarośle". Werset czwarty. Pan Jezus mówi tak: 15 rozdział Ewangelii Jana werset czwarty. Pan Jezus mówi: "Tak trwajcie we mnie, a ja w was". Jak ratorość sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. I teraz piąty bardzo ważny. Ja jestem krzewem winnym. Jeszcze raz to podkreślam. Pan Jezus mówi: "Ja jestem krzewem winnym". Tak jak przedtem powiedział: "To jest ciało moje, czy to jest krew moja?" W tym przypadku mówi: "Ja jestem krzewem winnym". A do uczniów, a wy jesteście latoroślami. Czy nie ma tutaj pola do dyskusji? Czy rzeczywiście tak jest, że od tej pory każdy krzewinny to jest Pan Jezus albo przemieniony Pan Jezus, a latorośle to uczniowie Pana Jezusa? Oczywiście, że nie. Dla każdego inteligentnego czytelnika jasnym staje się, że mowa tu jest o symbolach. I teraz werset 15, bardzo ważny dla nas, bo tu pada takie, przepraszam, rozdział 15 werset pierwzy, bo tu pada takie bardzo mocne stwierdzenie. Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a ojciec mój jest winogrodnikiem. Pan Jezus mówi, że nie tylko jest krzewem winnym, ale ja jestem prawdziwym krzewem winnym. Tak jak w Ewangelii Jana w szóstym rozdziale, żeśmy przecież to czytali przed chwilą mówiło sobie, że jest ciało moje jest prawdziwym pokarmem. I teologowie Kościoła Powszechnego mówią, że jeśli Pan Jezus mówi, że coś jest prawdziwie prawdziwym pokarmem w przypadku ciała naszego Pana Jezusa, nie ma tutaj pola do dyskusji. Tak 15 rozdział Ewangelii Jana mówi wprost. Słowa Pana Jezusa. Jeszcze raz to muszę powtórzyć, bo to są bardzo mocne argumenty. Ja jestem prawdziwym krzewem. I czy rzeczywiście prawdziwy krzew Pan Jezus miał na myśli, kiedy wypowiadał te słowa? Oczywiście, że nie. Kategorycznie nie. Pan Jezus podobnie jak poprzednio używał tutaj mowy symbolicznej. A w takim razie czym była ta uroczystość z Ewangelii Łukasza z 22 rozdziału wersetu 19 i późniejszych? Szanowni państwo, to nie jest głównym tematem naszego dzisiejszego spotkania, ale chcę powiedzieć, że dokładna analiza zarówno zapisów ewangelicznych, a także Starego Testamentu, szczególnie drugiej Księgi Mojżesza, księgi wyjścia 12 rozdziału, pokazuje, że ta uroczystość miała miejsce dokładnie 14 dnia miesiąca Nissan, żydowskiego miesiąca Nissan. To było żydowskie święto Paschy. Tego dnia, a właściwie według żydowskiej rachuby czasu, od tego wieczora zaczynał się 14 dzień miesiąca Nissan. I tego z tego samego dnia według tej rachuby czasu został zabity Pan Jezus. Pan Jezus w czasie tej uroczystości, kiedy podał te emblematy swoim uczniom, czyli chleb i podał wino, powiedział: "To czyńcie na moją pamiątkę". Chciał przez to powiedzieć, żeby nie tylko na pamiątkę tego, że on z nimi był, że z nimi głosił słowo Boże, ale przede wszystkim na pamiątkę tego, że umarł, żeby jego uczniowie od tego momentu w miejsce Paschy, którą do tej pory obchodzili, a która była w pewnym sensie typem, symbolem jego działalności, żeby w miejsce tej Paschy od tego momentu, co roku 14 dnia miesiąca Nissan, obchodzili pamiątkę jego śmierci. I wiele społeczności chrześcijańskich rzeczywiście tę uroczystość tak nazywa. Pamiątka śmierci Jezusa Chrystusa. Ja w takiej uroczystości też każdego roku 14 dnia 10 miesiąca Nissan biorę udział. Jeszcze taka bardzo ważna uwaga co do takiego zrozumienia tej uroczystości jako Eucharystii, jako przemiany jako jako mszy, jako przemiany w prawdziwe ciało i w prawdziwą krew. Takie założenie, a przecież msze odprawiane są na całym świecie wielokrotnie, każdego dnia. Takie założenie osłabia wagę czy też wartość ofiary złożonej przez Pana Jezusa. Bo jeśli ta uroczystość jest i mówi się, że to jest cały czas ta sama uroczystość, ta sama ofiara składana, jeśli ona jest powtarzana wielokrotnie już od wielu setek lat, to znaczy, że ona w jakiś sposób była niedoskonała i wymaga uzupełnienia. A takie stwierdzenie sprzeczne jest z wyraźnymi stwierdzeniami słowa Bożego. Tu też chciałbym się powołać na Biblię, na list apostoła Pawła do Hebrajczyków, czyli do tych, którzy dobrze stare pisma znali, Stary Testament, dobrze znali zakon. List do Hebrajczyków 10 rozdział wersety 12 i 14. 12, 13 i 14. O Panu Jezusie apostoł Paweł mówi tak: "Lecz gdy on złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej". Jeszcze raz to podkreślam. Lecz gdy on złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej, oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą jako podnóżek stóp jego. Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni. Jedną ofiarą raz złożoną i więcej niczego tutaj nie potrzeba. A więc to był pierwszy powód, dlaczego moja córka w tym roku nie pójdzie do spowiedzi. Drugi z powodów, który muszę tutaj przynajmniej w jakiś sposób zaznaczyć, chociaż nie mam za dużo czasu, żeby szczegółowo go omawiać, to ten, który wynikał z tej encyklopedycznej definicji. Pamiętacie państwo ostatnie zdanie tej definicji mówił, że mówiło, że każde podejście do komunii, szczególnie do pierwszej komunii, musi być poprzedzone spowiedzią. Ja jestem przeciwnikiem takiej formy spowiedzi, jaka ma miejsce w Kościele powszechnym, a więc spowiedzi usznej w konfesjonale do ucha kogoś specjalnie do tego przeznaczonego do kapłana. Chciałbym może nie z pamięci, chociaż dużo tutaj pamiętałem, ale bardziej też z encyklopedii zacytować teraz treść formuły, jaką na koniec spowiedzi wypowiada kapłan, który udziela spowiadającemu się rozgrzeszenia. I chciałbym się później do tego odnieść. Na koniec spowiedzi kapłan, który uznaje, że warto komuś udzielić rozgrzeszenia, powinien użyć takich oto słów. Bóg, ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. No to jeszcze, jeśli to Bóg udziela przebaczenia, to jeszcze byłoby do zaakceptowania. Ale na koniec pada takie zdanie: "I, a mówi to spowiednik, i ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego." Czy człowiek ma taką takie prawo, czy ma takie moc, taką moc, żeby komukolwiek odpuścić grzechem? Ja tutaj z całą stanowczością chcę przeciwko takiemu stanowisku zaprotestować. Uważam, że nie i kategorycznie nie, choć zdają się być w Biblii takie sformułowania, które by taką furtkę otwierały. Chciałbym zacząć od Starego Testamentu, od Księgi proroka Izajasza w 43 rozdziale. Znajdujemy tutaj bardzo ciekawe myśli. Prorok Izajasz 43 rozdział i ja przeczytam werset 25. Pan Bóg mówi do Izraela, do Jakuba. W Jakubie pokazany jest cały Izrael. Izajasz 43:25. Ja jedynie ja, ja mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów więcej nie wspomnę. I było to prawo, szanowni państwo, nasi drodzy widzowie, zarezerwowane tylko dla Boga. W oczach Żydów, w sumieniu Żydów, w sercach Żydów było to prawo, które przysługiwało tylko Bogu. A tymczasem w Ewangelii Mateusza w dziewiątym rozdziale mamy opisaną bardzo ciekawą historię, która zdawałaby się to prawo nieco poszerzać. Też mam podtytuł tej historii. Uzdrowienie sparaliżowanego. Mateusz 9 rozdział. Czytam od pierwszego. I wstąpiwszy do łodzi, przeprawił się na drugi brzeg i przybył do swojego miasta. I oto przynieśli mu sparaliżowanego leżącego na łożu. A gdy Jezus ujrzał wiarę ich, rzekł do sparaliżowanego: "Ufaj, Synu, odpuszczane są grzechy twoje." Czyli użył jak gdyby prerogatyw, które przynajmniej w mniemaniu wszystkich Izraelitów zarezerwowane były tylko dla Boga, który był w niebie. I nic dziwnego więc, że tak jak w wersecie kolejnym mamy napisane w trzecim: "A oto niektórzy z uczonych w piśmie pomyśleli sobie: "Ten bluźni". Ale Jezus przejrzawszy ich myśli rzekł: "Dlaczego myślicie źle w sercach swoich? Cóż bowiem jest łatwiej? Czy rzecuszczone są grzechy twoje?" Czy rzec? No łatwiej jest powiedzieć: "Odpuszczone są grzechy twoje". No bo tutaj żadnego spektakularnego znaku z nieba nie będzie. Czy rzeczywiście taka wypowiedź ma moc? A trudnie jest powiedzieć: "Wstań, weź swoje łoże i chodź, bo zaraz za tym powinien jakiś czyn". I Pan Jezus zadał im takie pytanie: "Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc na ziemi odpuszczać grzechy, rzekł do sparaliżowanego: "Wstań, weź swoje łoże i idź do domu swego". Wstał tedy i odszedł do swojego domu. A gdy to ujrzały tłumy, przelękły się, uwielbiły Boga, który dał ludziom taką moc. No i pytanie, czy Pan Jezus miał moc odpuszczania grzechów? Oczywiście, że tak. No bo gdyby nie miał, to by takiego sformułowania nie użył, ale na jakiejś zasadzie? Po pierwsze znał podstawę odpuszczenia grzechów, a więc że poprzez pokutę, poprzez wiarę może nastąpić odpuszczenie grzechów. A po drugie miał taką władzę, której nie miał żaden inny człowiek. Potrafił wejrzeć w głąb czyjegoś serca. To wynika z czwartego wersetu. Wersetu. A Jezus przejrzawszy ich myśli rzekł: Jezus potrafił przeglądać czyjeś myśli, wejść w czyjeś serce, zważyć myśli, intencje i pobudki. Jeśli znał podstawę tego, w jaki sposób można uzyskać przebaczenie grzechów i znał czyjeś pobudki, czyli to, kto coś sobie myśli, mógł na tej podstawie stwierdzić, czy ktoś te przebaczenie grzechów od Boga otrzymał. Bo grzech to nic innego jak złamanie prawa Bożego, czyli pewna nieprzyjaźń, dysharmonia między człowiekiem a Bogiem. I tylko Bóg jest w stanie taki grzech odpuścić, bo On jest autorem tego prawa. Ale Jezus jako ten, który znał podstawę tego pojednania i znał ludzkie intencje myśli i znał serca, potrafił przejrzeć i zobaczyć, czy ktoś na coś takiego jak przebaczenie grzechów od Boga zasługuje. I tak w tej tym przypadku w dziewiątym rozdziale Ewangelii Mateusza rzeczywiście jest. Ale nasi drodzy bracia, moi wspaniali przyjaciele z Kościoła Powszechnego powołują się na pewną wypowiedź, która jest zapisana w Ewangelii Jana w 20 rozdziale w wersecie 23. Jana 20 rozdział werset 23 powiada tak. To są słowa Pana Jezusa do uczniów. którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie są zatrzymane. No i na podstawie tego tylko tekstu, wyrwanego z kontekstu całkowicie i oderwanego od wszystkich innych myśli ze słowa Bożego, stwierdzają, że kapłan, szczególnie kapłan, ma taką moc, żeby grzechy albo odpuścić, albo nie odpuszczać. Otóż drodzy widzowie chciałbym jeszcze raz powrócić do tego, na jakiej podstawie Pan Jezus uznawał, że ktoś ma lub nie ma przebaczone grzechy. Po pierwsze znał podstawę przebaczenia grzechów, czyli mówimy tutaj o szczerej pokucie serca, o wierze. A po drugie potrafił wejrzeć w czyjeś serce. A jak było z uczniami, z apostołami? Oni już znali, mogli znać podstawę przebaczenia grzechów, że ktoś taki, kto chce mieć przebaczone grzechy, powinien pokutować. powinien silnie wierzyć. I tę podstawę przebaczenia grzechów głosili, ogłaszali i w takim znaczeniu mogli mówić o przebaczaniu grzechów. Natomiast nie mieli takiej władzy, choć mieli pewne cudowne dary, bo to był przecież pierwszy wiek. Dzisiaj kościół wierzący takich darów nie mają, ale mieli takie dary wtedy, ale nie mieli takiego daru, żeby móc wejrzeć w czyjeś serce. I oni nie mogli mieć przekonań o tym, pełnego przekonania o tym, czy Bóg komuś grzech odpuścił, czy nie. Więc mieli prawo ogłaszać o odpuszczeniu grzechów, czy o nie odpuszczeniu grzechów na podstawie tego, że trzeba pokutować, że trzeba wierzyć. I w takim znaczeniu wysyłał ich Jezus, aby głosili o odpuszczaniu czy nie odpuszczaniu grzechów. Natomiast nie mieli władzy oni jako ludzie jednoznacznego orzekania, czy czyjeś grzechy zostały, czy nie zostały odpuszczone. I dlatego jestem też przeciwnikiem takiej formy spowiedzi usznej, jaka jest praktykowana w Kościele powszechnym. I trzeci, ostatni już punkt to świadomość religijna dzieci. Bo tak jak czytaliśmy w tej definicji z Wikipedii, do komunii obecnie w naszym kraju w Polsce dopuszczane są dzieci w wieku 9 lat. Nawet polski papież Karol Wojtyła był za tym, żeby to jeszcze młodsze dzieci były. Przeczytam jeszcze fragment z tej definicji. Do pierwszej komunii świętej Kościół dopuszcza wiernych, którzy znają podstawowe prawdy wiary i rozumieją dokonujące się na mszy świętej transsubstancjacje. Czyli do pierwszej komunii w myśle i definicji Kościół powinien dopuszczać wiernych, którzy znają podstawowe prawdy wiary i po drugie rozumieją tę przemianę, która wtedy rzekomo się do dokonuje. [Muzyka] Ja jestem zwolennikiem takiego twierdzenia, że nie tylko ta komunia, jakkolwiek by jej nie rozumieć w wieku 9 lat, ale i wcześniejszy obrząd, który ma miejsce, sakrament w Kościele powszechnym, a więc chrzest, powinny być świadomym wyborem głównego zainteresowanego. Każdy obrzęd religijny, w którym bierzemy świadomy udział, powinien być świadomym wyborem. Nikt nie może za nikogo decydować tak jak to miało miejsce kiedyś w Izraelu. Są podstawy biblijne, żeby o tym, żeby tak dowodzić. Ewangelia Mateusza, końcówka tej Ewangelii 28 rozdział, werset 19, kiedy Pan Jezus posyła swoich uczniów, mówi do nich tak: "Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody". Czyli zobaczcie państwo jaka kolejność. Czyńcie uczniami wszystkie narody. To po pierwsze, a po drugie chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Nie mówi: "Idźcie, ochrzcijcie ile się tylko da", a później zacznijcie ich nauczać. Ta kolejność powinna być zachowana. Ja, no przecież byłem dziewięcioletnim dzieckiem, mogę powiedzieć tak, że dzieci w wieku 9 lat można nauczyć na pamięć jakichś regułek. Jest to możliwe. Ja wtedy wielu rzeczy musiałem się nauczyć, ponieważ przystępowałem do specjalnego egzaminu. Nawet w bardzo wyjątkowych wypadkach, to nie jest powszechne, ale w bardzo wyjątkowych przypadkach, ja do takiego, do takich przypadków się nie zaliczałem, można zainspirować dziewięciolatka do jakichś poważnych przemyśleń religijnych, chociaż ja bardziej byłbym za tym, że to powinno chodzić o dzieci 12, 15letnie. No ale umówmy się, że takie przypadki w wieku 9 lat mogą się zdarzyć, ale nie da się. w żaden sposób nie da się nauczyć, przekonać, zainspirować do tego, żeby ktoś zrozumiał i uwierzył w transsubstancjację, w tę przemianę, której ani ja, ani wielu moich przyjaciół do dzisiaj, pomimo tego, że jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie rozumiemy. Ten wierszyk, który chcę jeszcze raz przypomnieć, nie zachęca nawet do tego, żeby to rozumieć. Mylą się, o Boże, w tobie wzrok i smak. Kto się im poddaje, temu wiary brak. Ja jedynie wierzyć twej nauce chcę, że w postaci chleba utaiłeś się. Tu nawet nie ma mowa o zrozumieniu. To jest mowa o ślepej wierzy, wierze, która tak naprawdę jest naiwnością, jest łatwo wiernością. Kończąc już, szanowni państwo, chcę zrobić takie podsumowanie. Blisko 40 lat temu wielkiej nadziei, że kiedy przyjmę do swojego serca Pana Jezusa, bo wtedy tak się to określało, przystępowałem do pierwszej komunii. Pamiętam nawet ten moment, kiedy na język przyjmowałem kawałek tego chleba i chociaż tak bardzo na to liczyłem, nic, kompletnie nic się w moim życiu wtedy nie zmieniło. Nie zaszła żadna duchowa zmiana. Nie stałem się ani nagle lepszym, ani gorszym człowiekiem. niczego to całkowicie w moim życiu nie zmieniło i dlatego też jeszcze raz na sam koniec podkreślam, jestem przeciwnikiem tego typu uroczystości i wnioski końcowe. Bardzo szanuję i bardzo doceniam wszelakie przejawy religijności w życiu chrześcijańskim. Szanuję poglądy innych. Nie wyśmiewam tych, z którymi się nie zgadzam, ale chcę zaprotestować. Nie zgadzam się z powszechnym rozumieniem nauki o mszy. Pan Jezus przez swoją męczeńską śmierć i poprzez poprzedzającą to uroczystość religijną zaraz po święcie Paschy ustanowił pamiątkę swojej śmierci, a nie mszę, która powinna być wiele razy na dzień powtarzana. Ja w pamiątce takiej śmierci biorę udział co rok i wydaje mi się, że to ma swoją swoje uzasadnienie biblijne. Nie znadzam nie zgadzam się z powszechną nauką o spowiedzi usznej w konfesjonale. Nie zgadzam się, że w taki sposób człowiek może uzyskać odpuszczenie grzechów. To jest błąd. To jest ludzkie zrozumienie całkiem o czym innym mówiących fragmentów słowa Bożego. To sprawa indywidualna pomiędzy grzesznikiem, człowiekiem a Bogiem, w którym jedynym pośrednikiem może być i jest Pan Jezus Chrystus. Nie potrzeba tutaj żadnego człowieka, żadnego kapłana. I po trzecie zaś, nie zgadzam się z praktyką podejmowania ważnych decyzji życiowych, religijnych decyzji życiowych przez dzieci. Staram się moją córkę wychowywać w duchu chrześcijańskim. Przede wszystkim staram się dawać razem z moją żoną jej dobry chrześcijański przykład. Staramy się poprzez przykład na nią oddziałowywać, ale nigdy, ale to nigdy nie będziemy wymuszać na niej ani prowokować u niej jakichkolwiek zachowań religijnych, dopóki sama nie dojrzeje do takich dorosłych decyzji. Ma to swoje uzasadnienie w słowie bożym, ma to swoje uzasadnienie w Biblii i warto to przy takich okazjach podkreślać. I to tyle z tej mojej pierwszej części, którą na dziś przygotowałem. Tak jak zaznaczyłem na początku, udało mi się tylko dotknąć, dosłownie przemknąć się po wierzchu kilku takich tematów, do których chciałem dzisiaj nawiązać. Jeszcze raz podkreślam, że nie chciałem nikogo urazić swoimi wypowiedziami. Chęć podzielenia się tym tematem wynikała bardziej z potrzeby mojego serca. To był plon rozmów z moimi dobrymi kolegami z pracy, spoza pracy, z kolegami, którzy należą do Kościoła Powszechnego, mają dzieci w podobnym wieku jak teraz moja córka i mam nadzieję, że w ten sposób zainspiruje ich chociażby do tego, żeby zastanowili się nad potrzebą i sensem takiej uroczystości w chrześcijańskim życiu. Choć cały czas będę podkreślał, że warto czytać Biblię i warto swoje dziecko w duchu chrześcijańskim wychowywać. Mamy teraz drugą część. Przechodzimy do pytań. Ja ze swojej strony chcę powiedzieć, dostałem już przed tym spotkaniem dwa pytania. Na nie też będę chciał odpowiedzieć, ale zauważyłem, że pomimo tego, że nie działał nasz czat, jakieś pytania wpłynęły. Postaram się je teraz odczytać. Pan Zbyszek. Prelegent mówi, że raz na rok bierze udział w pamiątce wieczerzy pańskiej. Czy wtedy on przyjmuje, spożywa symbole ciała i krwi pańskiej, czyli chleb i wino? A wino jakie czy alkoholowe? No to jest bardzo dobre pytanie. Mówi się, że wszystkie pytania są dobre. To jest bardzo dobre pytanie, które yyy no od jakiegoś czasu bardzo mocno leży na moim sercu. Odpowiadając na pierwszą część yyy pytania odpowiadam wprost, że biorę raz w roku 14 dnia miesiąca Nissan według żydowskiej rachuby czasu, to jest gdzieś tam na przełomie marca i kwietnia według naszego słonecznego roku. Udział w takiej uroczystości. biorę od ponad 20 lat udział w społeczności mojej mojego zboru, mojej społeczności religijnej w Poznaniu zawsze 14 dnia według tej żydowskiej rachuby, czyli po godzinie 18:00. I rzeczywiście biorę udział w taki sposób, że przyjmuję chleb i no właśnie co, czy wino, czy czy czy coś innego. W chrześcijaństwie, wśród tych chrześcijan, którzy biorą udział w takiej uroczystości, szczególnie wśród protestantów, są dwa poglądy na ten temat. pierwszy mówi zresztą bardzo słusznie, że tam nie ma mowa o winie, tylko jest mowa o kielichu. I to prawa ewangelia mówi o tym, że Pan Jezus dał kielich innym uczniom, żeby pili. Społeczność, do której należę, mówię tutaj o społeczności badaczy Pisma Świętego w Poznaniu, do tej uroczystości używa wina. Ja osobiście nie mam nic przeciwko ani winu, ani sokowi z gron winnych, z czerwonego winogrona. W tym roku ze względu na tą pandemię koronawirusa tę uroczystość nie obchodziliśmy razem w naszej społeczności, tylko obchodziliśmy ją w mieście, grupach w naszych rodzinach i ja i moja żona w naszym rodzinnym domu korzystaliśmy z soku winnego. Są argumenty za tym, żeby bardziej korzystać z tego soku niż z samego wina, chociaż zwolennicy wina też mają swoje argumenty. Do mnie bardziej przemawiają te, które mówią o soku winnym. Pisma pewnych autorytetów religijnych, na których lubię, do których pism lubię zaglądać, a także zdrowy rozsądek i analiza Biblii mówi, że nic by się nie stało, gdyby to był sok winny. I ja w tym roku po raz pierwszy chyba od wielu lat korzystałem z soku winnego. Natomiast uważam, że jeśli ktoś ma przekonanie, że to może być wino, może korzystać z takiego wina. Ja chciałbym teraz odpowiedzieć na pytanie, ponieważ mamy takie założenie, że nigdy nasze spotkanie nie powinno trwać dłużej niż niż godzinę. A pytania, które ja mam od moich przyjaciół zostały złożone już kilka dni temu. Zanim zacznę odpowiadać na kolejne pytania, które wpływają przez kanał transmisji, odpowiedzieć na takie pytanie, które zadał mi mój przyjaciel wprost i prosił, żeby było dziś to na to odpowiedziane. Czy ja się spowiadam? Czy jeśli uważam, że spowiedź uszna jakie ma to jak miejsce w Kościele powszechnym nie ma uzasadnienia biblijnego, czy spowiadam się w jakikolwiek inny sposób? Odpowiedź na to pytanie ma swoje podłoże biblijne. W ogóle czy spowiedź jako taka powinna mieć miejsce? Bo jest pewno wzmianka w liście Jakuba. List Jakuba to jest pięciorozoddziałowy list. Zaraz po liście apostoła Pawła do Żydów, do Hebrajczyków piąty rozdział werset 16 mówi tak: "Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego." Żeby dobrze zrozumieć głębie tego tekstu, trzeba by było przeczytać mniej więcej od 13 do, no, do końca tego rozdziału, ale w takim bardzo wielkim skrócie jest tutaj mowa o chorobach nie ciała, ale o chorobach duszy, czyli o chorobach, które wynikają z grzechu. Jakub zachęca tutaj do tego, żeby w takim przypadku, jeśli ktoś nie potrafi sobie z czymś porazić, ma jakiś grzech w swoim życiu, nieodpokutowany albo taki, który cały czas praktykuje, żeby żeby go powiedział nie tylko Bogu w modlitwie, ale także innym osobom. Nie ma tutaj mowy o tym, żeby zwrócić się do jakiegoś specjalnego, konsekrowanego kapłana. Nie ma nawet mowy o tym, żeby bezpośrednio za każdym razem wprost powiedzieć dosłownie o tej rzeczy, która leży komuś na sercu, która jest przeszkodą w jego chrześcijańskim życiu, ale jest zachęta do tego, żeby wśród swoich najbliższych, wśród duchowej rodziny, tak jak jest tutaj napisane, wyznawajcie tedy grzechy jednym drugim i módlcie się jedni za drugich wśród najbliższej rodziny powiedzieć o jakiejś swojej słabości. Są takie grzechy, są takie słabości, o których można publicznie powiedzieć, ponieważ ujawnienie ich nie przyniosłoby powszechnej szkody. W społeczności, do której mam przywilej od wielu lat już należeć, mamy takie specjalne nabożeństwo. Nazywamy je nabożeństwem oświadczeń i modlitw albo świadectw i modlitw. Składamy takie świadectwa z chrześcijańskiego życia. Dzielimy się zarówno radościami, jak i smutkami, zwycięstwami, tak i porażkami. I bywa, że czasem ktoś powie o jakiejś swojej wadzie albo nawet o swoim upadku. I czasem te wyznania z racji tego, że jesteśmy bardzo blisko siebie, jesteśmy taką duchową, bardzo mocno zespaloną rodziną, bywa, że te wyznania są bardzo szczere i dotykają takich bardzo intymnych, osobistych fragmentów życia. Czasem ktoś się przyzna, że przy wpływie gniewu nakrzyczał na żonę, albo zrobił coś złego w pracy, albo nie może sobie poradzić z jakimś nałogiem, na przykład palenia papierosów. I powiedzenie czegoś takiego nie tylko Bogu w modlitwie, ale w swojej społeczności i poproszenie o modlitwę działa, ponieważ wielokrotnie zdarzało się to już, a mam blisko 30letnie doświadczenie w chrześcijańskim życiu, zdarzało się, że ktoś, kto prosił o modlitwę po jakimś czasie, po miesiącu, po kilku miesiącach, po roku wstawał i przypominał ten dzień, kiedy prosił i mówił, że modlitwy innych braci, innych sióstr przyniosły błogosławieństwo, że zaczął radzić sobie ze swoją słabością, radzić ze swoim grzechem. Dlatego za tego typu spowiedzią, jeśli użyjemy tego słowa spowiedź, za tego typu sposobem wyznawania nie samemu Bogu bezpośrednio przez Jezusa Chrystusa, ale innym współwierzącym grzechów jestem. to ma swoje oparcie biblijne, ma też swoje oparcie w tradycji. Pierwsi chrześcijanie spotykali się w czasach prześladowań, w czasie cesarza Nerona gdzieś w tych rzymskich katakumbach po kryjomu opowiadali o swoich ciężkich doświadczeniach, bo wtedy życie chrześcijańskie było naprawdę bardzo ciężkie i są na to liczne dowody historyczne. Do dziś wiele różnych społeczności chrześcijańskich, nie tylko badacze Pisma Świętego, z którymi ja mam bezpośredni kontakt, ale chrześcijanie z kościoła zielonoświątkowego, z wielu innych kościołów też mają poświęcone temu nabożeństwa lub fragmenty nabożeństw, nawet niekoniecznie jakoś tam wcześniej zaplanowane, kiedy można wstać i powiedzieć o swojej jakiejś wadzie, o swoim upadku i poprosić o modlitwę. tego typu spowiedź, jeśli tak ją nazwiemy, tego typu nabożeństwo, tego typu spotkanie religijnie, wyznanie grzechów, jak najbardziej może być i powinno być praktykowane w chrześcijańskim życiu, a przede wszystkim dlatego, że to działa, czego sam wielokrotnie doświadczyłem. I mam jeszcze takie pytanie od tego mojego przyjaciela. Nie zostało zadane na piśmie, bardziej w takiej bezpośredniej rozmowie. To pytanie mówi o tym, czy łamanie chleba, o którym Biblia wielokrotnie wspomina w Nowym Testamencie, było mszą, która jest tak powszechnie i często obchodzona w Kościele powszechnym. Ja się chyba domyślam, dlaczego to pytanie zostało z tym tak powiązane, łamanie chleba z mszą, a mianowicie dlatego, że ci, którzy obchodzą Eucharystię, oczywiście źle to rozumiejąc, nie obchodząc pamiątki śmierci Pana Jezusa raz w roku 14 Nissan, ci którzy obchodzą tę Eucharystię, oni mówią, że częstotliwość obchodzenia święta, cokolwiek miałoby ono nie oznaczać, już o to się tutaj nie spieramy, powinna być znacznie częstsza niż raz w w roku, że są dowody w Słowie Bożym, że apostołowie, że najpierw Pan Jezus, a później apostołowie na łamanie chleba spotykali się bardzo często. Stąd Eucharystia powinna też być obchodzona bardzo często. Ja bym się chciał tutaj odwołać do kilku fragmentów ze słowa Bożego. Mam wiele teraz w głowie. Możemy zacząć od na przykład Ewangelii Łukasza 24 rozdział werset 30. To jest taki fragment, który mówi o łamaniu chleba jeszcze przez Pana Jezusa, ale to już jest po jego śmierci i zmartwychwstaniu. A gdy zasiadł z nimi przy stole, wziąwszy chleb, pobłogosławił i rozłamawszy, podawał im. I tego typu historie, które mówią o łamaniu chleba Pana Jezusa i apostołów albo samych apostołów, samych uczniów są podawane za dowód na to, że to coś, co ustanowił Pan Jezus, już abstrahując od tego, co ustanowił, ale że to coś powinno być praktykowane bardzo często. Otóż analiza tego tekstu pokazuje bardzo wyraźnie, ja nie mam co do tego jakiejkolwiek wątpliwości, że nie ma mowy tutaj o spełnianiu obrzędu, który nasz Pan Jezus ustanowił, bo nie ma tutaj ani słowa na temat kielicha. Nic Pan Jezus nie mówi o kielichu. Mówi tylko, że się spotkali i że Pan Jezus wziął chleb, go pobłogosławił. A pobłogosławił, oznaczy ni mniej ni więcej, że się pomodlił. Zwyczajem Pana Jezusa, zwyczajem apostołów i zwyczajem praktykujących chrześcijan do dziś jest to, że przed każdym posiłkiem się modlą. Zwyczajem ich było się modlenie do posiłku i tak zrobił Pan Jezus. A później połamał ten chleb. Ja wiem, że to była taka sama czynność jak wtedy, kiedy ustanawiał pamiątkę swojej śmierci, ale wtedy nie było innej możliwości porcjowania chleba. Łamanie chleba to nic innego jak dzielenie na porcję. Te chleby nie wyglądały tak jak dziś wyrośnięte bochenki, które należałoby kroić nożem. Te chleby były płaskie, je się łamało i Pan Jezus jako no taki można powiedzieć gospodarz w pewnym sensie najważniejszy uczestnik tej uczty rozdawał chleb, który wspólnie oni jedli. I drugi taki tekst podobny do tego i co jeszcze bardzo ciekawe, większość ukazań Pana Jezusa miała miejsce pierwszego dnia tygodnia. A więc w niedzielę według żydowskiej rachuby liczenia dni tygodnia, a więc w niedzielę, czyli w ten sam dzień, w który zmartwychwstał Pan Jezus. I drugi podobny do tego tekst to jest Ewangelia, przepraszam, Dzieje Apostolskie drugi rozdział, końcówka drugiego rozdziału, werset 46. Codziennie też jednomyślnie uczę uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca. I to jest kolejny tekst, który miałby dowodzić tego, że ten obrzęd, który ustanowił Pan Jezus, można obchodzić bardzo często codziennie, a nawet kilka razy dziennie. Otóż podobnie jak w poprzednim przykładzie przypadku, podkreślam, nie ma tu mowy o kielichu. Łamanie chleba, wspólne łamanie chleba to był rodzaj wspólnego budującego posiłku. Takiej często w społecznościach chrześcijańskich używa się takiego określenia wspólnej agapy, wspólnej społeczności. Nie robili tego w świątyni, obchodzili tego religijnie. Robili to po domach, wspólnie się radowali, wspólnie wspominali wspaniałe rzeczy. Robili to z radością, podczas gdy obchodzenie rocznicy śmierci Pana Jezusa, pamiątki śmierci Pana Jezusa powinno być raczej czasem zadumy, smutku i zadumy. A więc te wersety nie mają się w żaden sposób nijak z tą uroczystością, którą ustanowił i kazał obchodzić swoim uczniom Pan Jezus. Mam jeszcze kilka pytań, chociaż jedno to ostatnie z nich odpowiem, bo jest już godzina 19:00. Jeszcze mam pytanie o tak zwane cuda eucharystyczne. Co o nich prelegent myśli? Jakie tłumaczy? Bo ponoć są naukowe dowody na to, że ludzkie ciało było prawdziwe. No kiedy się przygotowywałem do tego tematu, to też otarłem się o cuda eucharystyczne. I jedną z ostatnich takich medialnych akcji na ten temat była akcja czy też sytuacja, czy zdarzenie, które określane jest w naszych mediach jako cud w Sokółce. Po dzisiejszej prelekcji proponuję sprawdzić w internecie cud w Sokółce. Podobno w czasie nieumyślnego upuszczenia opłatka, czyli tej hosti na ziemię, zabrudzenia tego, został ten opłatek później z powrotem gdzieś schowany i pojawiło się na nim coś, co przypominało ludzkie mięso. Było to badane w różnych tam miejscach i część naukowców, która się temu przyglądała, uznała, że jest to fragment mięśnia sercowego. Moje zdanie na ten temat. No ja nie jestem naukowcem, nie miałem okazji badania tego. Widziałem różne sprzeczne ze sobą opinie u naukowców na ten temat, ale moje zdanie opiera mnie na opiniach naukowców, bo one same sobie zaprzeczają, więc jednoznacznie na ten temat nie można się wypowiedzieć, ale opieram na słowie bożym. Słowo Boże nie mówi o takiej przemianie w żadnym miejscu. O takiej przemianie w żaden sposób nie wspomina. Natomiast są takie miejsca w Słowie Bożym, które mówią, że w czasach końca, a jestem o tym przekonany, że z wielu punktów widzenia w takich czasach jak dzisiaj żyjemy, w czasach ostatecznych będą działy się wśród wierzących takie rzeczy, które będą starały się zwieść od prawdy, od biblijnej prawdy także wierzących. I tego typu cuda, jak cuda eucharystyczne, jakieś cudowne ukazania się świętych czy czy Matki Pana Jezusa, czy samego Pana Jezusa, zaliczam do grupy tego typu przypadków. Część z nich jest przejawem jakiejś choroby czy chorobliwej pobożności ludzi, którzy często poszczą, umartwiają swoje ciało i później mają jakieś tam widzenia wynikające z choroby. To jest jak gdyby pewna część, ale druga część tych cudów jest inspirowana przez przeciwnika Bożego, przez szatana, przez diabła. I myślę, że tu należy upatrywać się korzeni. Gdyby transubstancjacja, czyli przemiana, przeistoczenia miały podstawy, byłoby to bardzo wyraźnie zapisane w Biblii. Tymczasem nie ma żadnego fragmentu Biblii, który by na to wskazywał. To jest nauka ludzka. Nie chcę tutaj wchodzić w niczyje pobudki, w niczyje poglądy, dlaczego to zostało wymyślone. Nie potrafię nawet tego powiedzieć. zawsze za błędem gdzieś tam w którym rzędzie stoi szatan, przeciwnik boży. Natomiast bez wątpienia jest to błąd, w który wierzy niestety, trudno mi o tym mówić z bólem wielu zacnych ludzi, wielu zacnych chrześcijan. Dlatego ja za pośrednictwem tego przekazu, za pośrednictwem tego rozważania bardzo serdecznie zachęcam do tego, żeby nad tym tematem pochylić się. Nawet moi przyjaciele, bracia, wierze, katolicy, zachęcam was do tego, żebyście po raz kolejny temu tematowi się przyjrzeli. Widzę, że chyba więcej pytań już nie ma, chociaż tutaj jedno było bardziej rozbudowane, ale jest już godzina 19:05. Ja chciałbym bardzo serdecznie wszystkim podziękować za udział w dzisiejszym spotkaniu. Ja przeczytam to wszystko jeszcze raz. Te pytania, które wpłynęły. Jeśli nie na wszystkie udało mi się odpowiedzieć, to bardzo proszę, żeby napisać do mnie na adres kontakt@uwierzbogu.pl i jeszcze raz te lub inne pytania zadać. Ja w miarę swoich możliwości będę starał się na nie odpowiedzieć. Chciałbym już dzisiaj zapowiedzieć kolejne spotkanie na kanale Ubierz Bogu. Już 13 czerwca o godzinie 18:00 w sobotę mój bardzo dobry, serdeczny przyjaciel Adam będzie mówił temat o faryzeuszach. I to nie będzie tylko historyczne rozważanie, przyglądanie się pseudopożnym ludziom w dawnych czasach, jacy żyli w dawnych czasach, ale Adam postara się przenieść tamte realia i tamte postacie na dzisiejsze czasy. Na ile go znam, zrobi to w sposób bardzo interesujący. Dlatego bardzo serdecznie zapraszam na to rozważanie za miesiąc 13 czerwca o godzinie 18:00. Jeszcze raz zachęcam do tego, żeby pobrać elektroniczny plik książki pod tytułem Boski plan wieków. na dole strony pod okienkiem, w której widać moją postać, można to pobrać. A jeśli ktoś lubi słowo pisane, żywą, prawdziwą książkę papierową, może do nas napisać. Jest też na dole taka możliwość i zgłosić chęć otrzymania bezpłatnego egzemplarza takiej książki. Taka książka, jak tylko to będzie możliwie, szybko zostanie wysłana. Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję za dzisiaj. Życzę wszystkim owocnego rozważania słowa Bożego i dobrych myśli i pożytecznych myśli, szczególnie w tych trudnych czasach, w czasach tej pandemii. Mam nadzieję, że nawet z tego złego czasu może wyniknąć jakieś dobro. Zachęcam do rozważania słowa Bożego i do najbliższego zobaczenia, usłyszenia. Dziękuję.
