Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to się stało, że powstała nauka o predestynacji, czyli o wybraniu przez Boga przed wiekami, kto ma zostać zbawionym, a kto potępionym?
Ta krótka opowieść poświęcona jest między innymi temu zagadnieniu i mamy nadzieję, że pomoże Wam choć trochę je zrozumieć.
Zbawieni łaską przez wiarę
Otóż wszystko zaczęło się od Reformacji. To właśnie wtedy, dzięki Lutrowi, ponownie wydobyto z ciemności na światło dzienne prawdę, którą apostoł Paweł zawarł w kilku prostych słowach. Jej moc wstrząsnęła całym ówczesnym światem – zarówno pogańskim, jak i, chyba nawet bardziej, tym wywodzącym się z potomków Abrahama. Prawda ta wybrzmiewa między innymi w Liście do Efezjan:
8. Gdyż łaską zbawieni jesteście, przez wiarę, i to nie z was – to dar Boga; 9. nie z uczynków, aby się ktoś nie chlubił.
Efezj. 2:8-9 (Przekład Dosłowny)
Kościół rzymski w średniowieczu bardzo mocno akcentował coś przeciwnego: naukę o konieczności wykonywania uczynków, które miały doprowadzić człowieka do zbawienia. Często nie były to nawet uczynki natury moralnej, jak okazywanie czynem dobroci czy miłosierdzia, ale zwykłe uczynki natury ceremonialnej, niepodnoszące moralności człowieka na wyższy poziom.
Stąd tak ogromny sprzeciw Reformacji wobec tego rodzaju nauczania – zwłaszcza że nie miało ono poparcia w nauczaniu apostoła Pawła. Sztandar z hasłem „tylko wiara zbawia grzesznika” niesiono bardzo wysoko.
Całkowita deprawacja – „total depravity”
Paradoksalnie jednak ta awersja do uczynków, skądinąd słuszna, doprowadziła do pewnego rodzaju wynaturzeń. Niektórzy reformatorzy doszli bowiem do wniosku, że człowiek przed nawróceniem jest upadły do tego stopnia, że nie jest w stanie wykonać żadnego dobrego uczynku. Tak, dosłownie żadnego.
Uważano, że gdyby taka osoba mogła uczynić coś, co w oczach Boga byłoby „dobre”, nie można by mówić o tym, że jej zbawienie jest wyłącznie z wiary. Ten stan człowieka nazwano z angielskiego „total depravity”, czyli całkowita deprawacja – zupełny, kompletny upadek.
Skoro jednak człowiek był upadły do tego stopnia, że nie mógł dać Bogu nic – zupełnie nic, nawet aktu pokuty czy wiary – powstało pytanie, w jaki sposób zostaje on przez Boga powołany. Udzielono następującej odpowiedzi: Bóg obdarował takiego człowieka darem pokuty przed jego nawróceniem oraz darem wiary w chwili nawrócenia. Nic, dosłownie nic nie mogło być zasługą człowieka w dziele zbawienia – ani jeden pojedynczy uczynek, ani jeden pojedynczy akt wiary czy pokuty.
Bezwarunkowe przeznaczenie, czyli predestynacja
Takie podejście prowadziło w konsekwencji do kolejnego wniosku. Skoro Bóg nie powołuje człowieka do społeczności ze sobą dlatego, że ten ma w sercu, powiedzmy, resztki niezatartego obrazu Bożego (jest bowiem „całkowicie zepsuty”), ani dlatego, że pokutuje w swoim sercu (jako „całkowicie zepsuty” nie jest sam z siebie zdolny do żadnej pokuty), ani też dlatego, że po prostu uwierzył w Boga (bo w grzesznym stanie nie jest sam z siebie zdolny do uwierzenia) – to na podstawie czego Bóg pociąga człowieka do pokuty i obdarza go łaską wiary?
I tu właśnie dochodzimy do nauki o bezwarunkowym przeznaczeniu. Bóg powołuje kogoś dlatego, że tak chce, i nie powołuje kogoś innego – również dlatego, że tak chce. Zbawienie nie zależy więc w żaden sposób od człowieka; jest wyłącznie wyborem Boga. Bóg mógł powołać Mojżesza, ale równie dobrze mógł powołać faraona. Żaden z nich nie był w oczach Boga lepszy od drugiego – obaj byli całkowicie zepsuci i niezdolni do pokuty i nawrócenia.
Pierwszy zły guzik
Oczywiście nie zgadzamy się z tą nauką i nie wierzymy w obraz takiego Boga, który wysyła ludzi na potępienie, bo zwyczajnie nie chce ich powołać do zbawienia. Tak, po prostu nie chce – takie są bowiem konsekwencje wyznawania tego rodzaju teorii.
Czy jednak potrafimy wskazać, na którym etapie przedstawionego powyżej rozumowania powstał błąd? Żydowskie przysłowie mówi, że jeśli pierwszy guzik płaszcza zapniesz w niewłaściwy sposób, nigdy nie uda ci się prawidłowo zapiąć całego płaszcza. W którym miejscu jest ten pierwszy, zły guzik?

